sobota, 10 lutego 2018

Ulubieńcy stycznia

No i mamy luty, a właściwie to już prawie jego połowę. Zaraz marzec i wiosna, choć póki co, krajobraz za oknem wskazuje na coś zupełnie innego. W styczniu miałam przyjemność używać naprawdę sporo dobrze dobranych produktów, zarówno do ciała jak i do twarzy. Poniżej możesz zobaczyć co i jak.





Dermalogica Special Cleansing Gel (250 ml/140 zł, 50 ml/55 zł) to pieniący się żel przeznaczony do oczyszczania każdego typu cery. Dokładnie usuwa zanieczyszczenia bez pozbawiania skóry naturalnej warstwy hydrolipidowej. Dzięki zawartości ekstraktu z mydłodrzewu preparat delikatnie usuwa zanieczyszczenia i nadmiar sebum, melisa  łagodzi i wycisza skórę, podczas gdy wyciąg z lawendy działa antybakteryjnie i oczyszczająco. Żel nie zawiera sztucznych barwników i aromatów W moim odbiorze to  nie wysuszającą skóry alternatywa dla drogeryjnych czy aptecznych żeli, mówię to ja - posiadaczka cery suchej. Stosuję ten żel jako trzeci etap oczyszczania - po płynie micelarnym i olejku/balsamie. Dedykowany jest do stosowania po PreCleanse Balm, u mnie zdaje egzamin z olejkami innych marek. Moja buteleczka o pojemności 50 ml służy mi już jakiś miesiąc. Używam dosłownie kapkę, codziennie wieczorem. Polecam bardzo! 


Jesień i zima to świetny czas na stosowanie kwasów! Sama powoli poznaję ich moc i skuteczność, stosuję głównie produkty The Ordinary, choć póki co w ich szeregach brak kwasu migdałowego. Wobec tego znalazłam coś innego - Yonelle Peeling migdałowy z witaminą C (50 ml/199 zł), polecany jako całoroczna ekstra pielęgnacja każdego rodzaju zdrowej cery poza bardzo wrażliwą. Do stosowania jeden do dwóch razy w tygodniu na twarz, szyję i dekolt w celu odmłodzenia kolorytu i odświeżenia wyglądu. Polecany również do użycia bankietowego czyli przed wielkim wyjściem. Ma postać lejącego żelu o strukturze jedwabistego olejku, który komfortowo rozprowadza się na skórze. Przyjemnie się rozprowadza, komfortowo pracuje na twarzy. Zaraz po zmyciu cera ma zwężone pory, jest zdecydowanie gładsza, rozświetlona, pełna energii, wygląda na wypoczętą i młodszą. Peeling używany regularnie jest doskonałą pielęgnacją komplementarną – ułatwia wchłanianie kosmetyków, przyspiesza odnowę komórkową i stymuluje spowolniony metabolizm naskórka. Skutecznie oczyszcza, rozjaśnia przebarwienia, hamuje powstawanie podskórnych grudek i zaskórników. Wzmacnia działanie innych kosmetyków. Stosuję go regularnie raz w tygodniu od jakiś dwóch miesięcy i jestem bardzo zadowolona z efektów. Oczywiście to wynik całościowej pielęgnacji, ale peeling Yonelle ma w niej swój zdecydowany udział.

Peeling można nakładać jedynie na zdrową skórę! Bez podrażnień i uszkodzeń mechanicznych. Należy chronić okolice oczu.


Nude Beauty Balm marki Organique (30 ml/69,90 zł) to wielofunkcyjny krem upiększający polecany dla skóry suchej i normalnej. Łączy działanie kremu nawilżającego i delikatnego podkładu. Odpowiednio dobrany koktajl składników aktywnych zapewnia wielokierunkową i kompleksową pielęgnację skóry. Krem ma subtelny, elegancki zapach, lekką konsystencję, łatwo się rozprowadza i szybko wchłania. Zastosowane pigmenty dostosowują się do karnacji cery, a rozświetlające drobinki rozpromieniają skórę i optycznie niwelują drobne zmarszczki. Krycie określiłabym jako lekkie. Wykończenie satynowe. Krem posiada filtr przeciwsłoneczny SPF 15. Nude Beauty Balm stosuję na wcześniej nałożoną pielęgnację.Delikatnie przyprószony pudrem trzyma się cały dzień, przyjemnie rozświetla i ujednolica koloryt. Wielbicielki make up ni make up będą z niego bardzo zadowolone!


Odżywczy peeling cukrowy Clochee w wersji cynamon (250 ml/62 zł) delikatnie acz skutecznie złuszcza i ekspresowo nawilża. Widocznie poprawia stan skóry, napina i ujędrnia. Ciało nabiera niesamowitej gładkości. Do tego peeling świetnie wygładza, nawilża, odżywia. Genialny aromat prawdziwego, świeżego cynamonu odpręża zmysły, relaksuje i nasyca skórę zapachem. Konsystencja jest dość zbita, tłusta, ale podczas masażu świetnie się rozprowadza, a potem spłukuje, pozostawiając na ciele otulającą warstewkę. Zaczęłam go stosować dosłownie kilka dni temu i już przepadłam!

Składniki aktywne:
  • masło shea - źródło witamin A, E, F; działa łagodząco i antybakteryjnie, dodatkowo regeneruje, uelastycznia i natłuszcza przesuszone ciało; zabezpiecza skórę przed czynnikami zewnętrznymi i opóźnia jej starzenie.
  • kawałki cynamonu - działają rozgrzewająco i ujędrniająco; cynamon stosowany jest w zabiegach wyszczuplających i antycellulitowych, ponieważ wspomaga usuwanie toksyn z organizmu; wpływa kojąco na zmysły, a jego aromat wprowadza w stan głębokiego relaksu oraz otula ciało przyjemnym zapachem;




Na koniec marka Coslys i Żel pod prysznic z oliwą z oliwek (500 ml/49,99 zł) KLIK czyli delikatny produkt bez mydła o kwiatowych nutach zapachowych, który może być stosowany zarówno do mycia ciała jak i włosów. Zawarta w składzie kompozycja oliwy z oliwek i miodu zmiękcza i chroni skórę. Żel jest naprawdę ultra delikatny, przy tym gęsty i wydajny. Używałam jedynie do ciała i pod tym względem mogę go śmiało polecić - całej rodzinie.

piątek, 8 grudnia 2017

Moje pomysły na prezenty świąteczne

Dziś 8 grudnia. Do Świąt jeszcze trzy tygodnie. Masz już prezenty dla bliskich, czekasz z tym do wigilijnego poranka, a może po prostu nie obdarowujecie się niczym materialnym tylko sama obecność i spotkanie jest wartością samą w sobie? Osobiście lubię kupować prezenty już październiku czy w listopadzie, kiedy jest w czym wybierać, a w galeriach panuje ład i spokój. Zdarza się też, że korzystam z zakupów przez internet, bo to i wygodniej i często szybciej, jeśli masz już coś upatrzone. Poniżej kilka moich pomysłów na prezenty. Jest coś kosmetycznego, są świece, jest też coś dla mężczyzn. 




 
Świeca zapachowa to bardzo przyjemny i praktyczny prezent. Te z fotografii nabyłam w TK Maxx. Wybór był ogromny, choć zapachy w większości świąteczne. Pierwsza z nich to sojowa świeca  marki Dickens & Hawthorne Australia. Świetna jakość w dobrej cenie i genialny zapach Cashmere Leather. Widziałabym tu jedynie czarny lub biały słoik, bo niebieski nijak ma się do tego aromatu. Druga to mniejsza świeca Peckniff's w wersji Neroli & Argan Oil. Nieco bardziej pudrowa, perfumeryjna. Też piękna!


Ministerstwo Dobrego Mydła to już klasyka. Ich produkty po prostu działają. W tym roku dwie z bliskich mi osób znajdą pod choinką półkule do kąpieli. Wybrałam wersje Cynamon, Czekolada i Nagietek. Obłędnie pachnące, wypełnione po brzegi zbawiennymi dla skóry składnikami. Sama radość i relaks na długie, zimowe wieczory. 


Sól do kąpieli stóp marki Gehwol z balsamicznymi olejkami z lawendy, rozmarynu i tymianku to kolejny zimowy czasoumilacz, z tym, że tylko dla stóp. Działa na skórę dezynfekująco i odświeżająco. Pobudza ukrwienie po wychłodzeniu, a zawarte w składzie naturalne olejki aromatyczne działają relaksacyjnie. Coś w sam raz na zmarznięte stopy!

 

Plastyczne maski z alg Organique oczyszczają cerę z toksyn, łagodzą podrażnienia, nawilżają, wygładzają i poprawiają koloryt skóry. Normalizują nadmierne wydzielanie sebum i nadają skórze matowe, aksamitne wykończenie. Maska po nałożeniu stopniowo tężeje, tworząc na skórze „okluzujny opatrunek”. Sprzyja to głębokiemu przenikaniu składników aktywnych, również z kosmetyków aplikowanych pod nią. Wybrałam wersję rozświetlającą pod oczy i łagodzącą do twarzy. Do wyboru jest też kilka innych wersji, także warto zerknąć.



Nie może zabraknąć też czegoś dla mężczyzn. U mnie to Balsam po goleniu Organique i Krem do twarzy Naturativ, przy czym ten drugi może być z powodzeniem stosowany również po goleniu. Oba produkty są bardzo łagodne, nie podrażniają, mocno nawilżają, ale co najważniejsze szybko się wchłaniają i nie pozostawiają tłustawej warstwy, czego tak bardzo nie lubi mój mąż. Twój też tak ma? Produkty różnią się zapachem. Organique jest bardziej słodkawy, pikantny, z kolei Naturativ jest bardziej leśny, drzewny i lżejszy.   

Mam nadzieję, że znalazłaś w moich inspiracjach coś dla swoich bliskich. Jestem też ciekawa, jakie prezenty planujesz w tym roku u siebie pod choinką! Daj znać :)

czwartek, 20 lipca 2017

Ulubieńcy czerwca i lipca

Mieli być ulubieńcy czerwca, ale po pierwsze nie wyrobiłam się, a po drugie w lipcu nie objawiło się nic nowego, także będą ulubieńcy czerwca i lipca, tzw. 2w1. Tym razem wśród moich faworytów znalazły się tylko produkty pielęgnacyjne. To co? Zaczynamy!



Uriage i ich nowość z linii Eau Thermale czyli krem aktywnie nawilżający do rąk (50 ml/ok. 15 zł) to mój pierwszy ulubieniec. Kremy do rąk stosuję nałogowo, nieważne czy zima czy lato, krem musi być i to kilka razy dziennie. Nie mam jednego ulubionego, choć kilka perełek się trafiło. O wodzie termalnej Uriage pisałam nie raz, to kosmetyk, który zawsze mam w łazience, więc jak tylko odnotowałam wejście na rynek serii kosmetyków z szyldem Eau Thermale, krem był mój. Składniki kremu do rąk dzięki zawartości Hydro-Thermal Complex (woda termalna Uriage + nawilżający opatrunek H2O + Aquaxyl) bardzo intensywnie nawilżają. Woda termalna Uriage nawilża, koi i odbudowuje barierę skórną. Zawarte w składzie masło shea odżywia i regeneruje suchą skórę dłoni. Krem na lekką i szybko wchłaniającą się formułę, ale działa naprawdę świetnie! Ciekawa jestem jak sprawdzi się zimą. Oczywiście mam ochotę wypróbować pozostałe produkty z tej serii czyli kremy do twarzy (trzy warianty - bogaty, lekki i lekki z SPF20 oraz krem pod oczy). Znasz tę linię od Uriage?


Balsam modelujący biust Organique (150 ml/65,90 zł) to produkt, którego używam od dobrych kilku miesięcy codziennie wieczorem, także wyrobiłam sobie na temat tego preparatu bardzo ugruntowane zdanie. Wiem, że wiele z Was traktuje biust balsamem/masłem do ciała, a czasem nie smaruje go niczym. U mnie sytuacja była podobna aż do czasu, gdy zaszłam w ciążę, a potem weszłam w dwuletni okres karmienia piersią, który właśnie dobiega końca. W każdym bądź razie wspomniany wyżej odcinek czasu to dla skóry piersi istny armagedon, bo stale się powiększają, aby za chwilę ulec zmniejszeniu. Balsam modelujący biust Organique to obok preparatu marki Phenome, mój ulubiony. Zawiera on starannie wyselekcjonowane, synergicznie dobrane ekstrakty o ukierunkowanym profilu działania, które kompleksowo pielęgnują biust i dekolt. Balsam jest pozbawiony kolorantów, posiada bardzo subtelny zapach bez alergenów. Co ważne, składniki balsamu zostały dobrane także pod kątem kobiet w ciąży i karmiących. Podsumowując, ten produkt genialnie uelastycznia i nawilża skórę biustu, czyniąc ją "mięsistą". Delikatna i puszysta konsystencja szybko się wchłania, nie pozostawiając na skórze tłustego filmu. Polecam!


Marka Resibo, o której produktach pisałam już nie raz na blogu, idzie ostatnio jak burza wypuszczając na rynek kolejne perełki. W moim zestawieniu znalazł się Kojący balsam do ust. Perfector 3w1 (10 ml/39 zł), który ma za zadanie chronić i odżywiać skórę ust, zwiększać ich objętość oraz uwydatniać naturalną czerwień. I faktycznie tak jest, słowo! W kwestii pielęgnacji ust jestem bardzo wymagająca. Nie dla mnie półśrodki i obiecanki-cacanki. Balsam Resibo robi co ma robić i to z nawiązką. Otóż produkt nałożony na usta genialnie do nich przywiera i trwa kilka godzin (bez jedzenia). Genialnie nawilża, odżywia i koi. Do tego subtelnie i nienachalnie pachnie, ma słodkawy posmak i pięknie nabłyszcza wargi! Co ciekawe zaczęłam stosować go również na noc, gdzie do tej pory używałam jedynie słoiczka Nuxe. Także gdybyś szukała naturalnego balsamu do ust, który ukoi i odżywi wargi, a przy tym pięknie je nabłyszczy to śmiało sięgnij po Resibo, warto.


Dezodoranty Schmidt's (92 g/33-40 zł w zależności od wersji) podbijają blogosferę i nic w tym dziwnego! Moim ulubionym produktem w tej kategorii była zielona kulka Vichy. W pewnym momencie jednak pomyślałam, że może warto sięgnąć po produkt bez soli aluminium i tak właśnie trafił do mnie sztyft Schmidt's. Ten dezodorant zawiera wyłącznie roślinne składniki i w naturalny sposób eliminuje nieprzyjemny zapach potu oraz chroni przed wilgocią, choć całkowicie jej nie eliminuje. Ma kremową, miękką konsystencję i dość szybko się wchłania. Nie zawiera parabenów i soli aluminium. Moja wersja o zapachu geranium jest przeznaczona dla wrażliwej skóry, nie ma w składzie sody. Zawiera za to olejek geraniowy, który działa antyseptycznie i łagodzi podrażnienia. Mój mąż używa sztyftu z sodą w wersji lawenda i szałwia, również jest bardzo zadowolony. Z tym, że wersja z sodą jest bardziej zbita, twarda i sucha, ale swobodnie da się ją zaaplikować. Oba sztyfty kupiłam na iherb.com, gdzie ceny są dużo lepsze niż w naszych sklepach internetowych.


Na koniec L'Occitane i Ultra delikatne mydło do twarzy Masło Shea (100 g/65 zł) przeznaczone do codziennego mycia twarzy na bazie roślinnej. Ten produkt miałam w planach od dawna, ale swego czasu było niedostępne. Pod koniec czerwca w końcu je nabyłam w stacjonarnym sklepie L'Occitane i to w promocji (52 zł). Używam go codziennie wieczorem po wcześniejszym oczyszczeniu twarzy micelem i balsamem. Bogate w masło shea (7%), delikatnie oczyszcza skórę bez wysuszania, chroniąc warstwę hydrolipidową skóry. Tworzy kremową pianę, która pozostawia skórę miękką, mocno oczyszczoną i świeżą. Ten efekt jest naprawdę niespotykany, bo z jednej strony mydło mocno oczyszcza, a z drugiej skóra jest miękka i nieściągnięta. Do tego mydło jest niebywale wydajne, używam go od miesiąca, a zużycie jest nieznaczne. Na pochwałę zasługuje także poręczne w używaniu opakowanie, które służy za mydelniczkę (od spodu ma otwór, także mydełko każdorazowo wysycha). Hit!

środa, 7 czerwca 2017

Ulubieńcy kwietnia i maja

Osobny post z ulubieńcami kwietnia nie pojawił się na blogu, ponieważ nie chciałam na siłę tworzyć listy ulubionych produktów. No, może pod koniec kwietnia coś się objawiło, ale nie chciałam już kombinować. W każdym bądź razie dziś przychodzę do Ciebie z pięcioma produktami, które świetnie się u mnie sprawdzają, więc z chęcią o nich opowiem.



Jeszcze wczesną wiosną nabyłam ówczesną nowość w szeregach marki Organique czyli balsam z masłem shea w wersji Czarna Orchidea (100 ml/37,90 zł). Mimo, że te balsamy są bardzo popularne, do wyboru jest jest wiele wersji zapachowych, to jakoś nie miałam z nimi wcześniej do czynienia. w każdym bądź razie aromat Czarna Orchidea spodobał mi się niesamowicie. Jest bardzo głęboki, sensualny, odurzający niczym wieczorowe perfumy, ale na skórze łagodnieje i traci na mocy, co według mnie jest jest uzasadnione, bo inaczej ciężko byłoby zasnąć. Zapach zapachem, ale działanie to jest dopiero genialna sprawa! Balsam natychmiastowo nawilża i odżywia, poprawia jędrność i elastyczność skóry i wzmacnia jej barierę lipidową. Skóra po nałożeniu balsamu staje się miękka, gładka i aksamitna w dotyku. Balsam zawiera ponad 55% czystego masła shea i trzy rodzaje naturalnych olejów: z awokado, sojowego i pestek winogron. Masło shea dostarcza skórze witamin i substancji odżywczych. Dzięki nim skóra staje się delikatniejsza, gładsza i co najważniejsze – zdrowsza. Oleje dodatkowo odżywiają i wzmacniają skórę  Dodatek wosku pszczelego tworzy na skórze warstwę ochronną, która przeciwdziała wysuszaniu oraz sprawia, że skóra staje się elastyczna. Mój słoik to opakowanie uniwersalne, które otrzymujemy przy zakupie balsamu na wagę, bo jest i taka opcja. Balsam ma konsystencję bardzo gęstego masła, które w kontakcie ze skórą zamienia się w olejek, który natychmiast się wchłania i pozostawia na ciele otulającą, nietłustą warstewkę. Polecam bardzo i mam ochotę na inne warianty zapachowe!


Dziś w ulubieńcach rządzi Organique, bo kolejnym produktem jaki ostatnio używam z wielką ochotą i przyjemnością jest Intensywnie regenerująca maska do stóp (100 ml/39,90 zł). Sezon na odkryte stopy uważam za otwarty, zatem porządny krem do ich pielęgnacji to aktualnie podstawa. Regenerująca maska do stóp zapewnia specjalistyczną pielęgnację wrażliwej, narażonej na przesuszenie i nadmierne rogowacenie skóry. Zmiękcza, nawilża i reguluje proces złuszczania naskórka. Kwasy owocowe bardzo delikatnie złuszczają i regulują proces rogowacenia naskórka, mocznik zmiękcza i poprawia nawilżenie. Masło shea regeneruje i odżywia oraz odbudowuje barierę lipidową skóry, naturalne glinki łagodnie oczyszczają, działają  łagodząco. Ekstrakt z szałwii odświeża i reguluje potliwość stóp, a witamina E zapobiega procesom starzenia się skóry. Z nazwy preparat jest maską, ale można go stosować także jako codzienny krem do stóp i tak właśnie jest u mnie. W takiej roli produkt spisuje się genialnie. Stosuję go codziennie wieczorem od jakiś trzech miesięcy i efekty są naprawdę świetne! Skóra stóp jest mocno nawilżona, gładka i wypielęgnowana. Rogowacenie jest minimalne. Krem szybko się wchłania, nie pozostawia na stopach tłustej warstwy i bardzo ładnie pachnie - świeżo, trochę kremowo, z męską nutą. Do tego szybko się wchłania i ma dość lekką konsystencję. Ten produkt to moje tegoroczne odkrycie w kwestii pielęgnacji stóp!


Na początku maja mój poprzedni scrub do ciała dobił dna, więc w końcu postanowiłam zmierzyć się z legendą i wypróbować słynny Odżywczy peeling cukrowy Ministerstwa Dobrego Mydła (250 ml/38 zł). Po kilkukrotnym użyciu tego produktu mam mieszane uczucia, ale mimo wszystko peeling znalazł się w ulubieńcach! Dlaczego? Już wszystko wyjaśniam. Zacznijmy od wad. Otóż w mojej opinii peeling zbyt słabo trzyma się skóry, co powoduje, że spora ilość tego dobra ląduje na dnie wanny. Po drugie  drobinki cukru dość szybko się rozpuszczają, wobec czego zbyt długo się nie pomasujemy. Zdaję sobie sprawę, że to jest kwestia bardzo subiektywna, niemniej w porównaniu do tego typu produktów peeling MDM szybko się "rozpuszcza". Teraz czas na zalety. Po pierwsze ZAPACH! Nie znam drugiego tak cudnie pachnącego scrubu! Ta głębia aromatu, to ciepło i miękkość zapachu są nie do podrobienia. Zapach jest tak apetyczny, że nie da się nie oblizać palca! :) Drugą ogromną zaletą peelingu MDM jest fakt, iż po spłukaniu ciała wodą, na skórze pozostaje otulająca warstewka olejków, absolutnie nietłusta, bardziej taka aksamitna. Delikatne osuszenie ciała ręcznikiem pozwala na pominięcie aplikacji balsamu/masła. Ta warstewka ma do siebie również to, że łagodzi wszelkie podrażnienia czy przesuszenia. Zatem suma summarum peeling jest naprawdę fajny, choć gdyby jeszcze udało się poprawić te wady to byłby to mój ulubiony peeling. Na koniec jeszcze słówko na temat składników tego cuda. Aromatyczny olej z pestek śliwki głęboko nawilża i regeneruje, olej ze słodkich migdałów wygładza, olej wyciśnięty z pestek winogron zmiękcza a olej z awokado zabezpiecza skórę przed utratą wody. Masło shea i kakaowe dodatkowo natłuszczają naskórek, wosk pszczeli ochrania go przed czynnikami zewnętrznymi. Skwalan z oliwek odbudowuje płaszcz lipidowy dbając o skórę suchą i wrażliwą. Znasz peeling MDM? CO o nim myślisz?



Dotychczas produkty Sylveco specjalnie nie porwały mojego serca. Pozytywnie wyróżniała się jedynie pomadka z peelingiem. Niemniej jakiś czas temu, po lekturze wielu pochlebnych recenzji, postanowiłam wypróbować do wieczornego oczyszczania Tymiankowy żel do twarzy (150 ml/ ok. 16 zł). Od tego typu produktów wymagam, aby nie przesuszały cery, nie podrażniały i przyjemnie oczyszczały twarz z resztek makijażu. Ten żel przekonał mnie do siebie już po pierwszym użyciu. Jest ultra delikatny, ma kremową konsystencję i świetnie oczyszcza bez podrażnień czyli wszystko tak, jak lubię! Wrażliwe nosy ostrzegam przed zapachem - jest tu mocno tymiankowo. Z czasem jednak mój nos się przyzwyczaił i aktualnie praktycznie nie czuję tego aromatu. Brawo Sylveco!


Na koniec coś do makijażu czyli Clarins Instant Light Natural Lip Balm Perfector (1,8 g/79 zł). To bardzo przyjemny, lekki balsam w sztyfcie. Mój kolor to 03 my pink, który ładnie podbija naturalny kolor warg. Nawilża, spulchnia i rozświetla usta, nadając im subtelny, naturalny kolor i blask. Wargi pozostają przyjemnie otulone i wypielęgnowane, bez klejenia. Tego typu produkty używam nałogowo, więc w przyszłości spróbuję zapewne innych kolorów. Lubię go nieco mniej niż olejek do ust Instant Light Lip Comfort Oil, co nie oznacza, że jest zły. Fanki stałych formuł i nienachalnie podkreślonych ust będą zadowolone.



Znasz moich ulubieńców? Coś szczególnie Cię zainteresowało? Daj znać!

środa, 12 kwietnia 2017

Ulubieńcy marca

Dziś już dwunasty kwietnia, a ulubieńcy dopiero pojawiają się na blogu... Zdjęcia mam gotowe od tygodnia, ale ta zmienna pogoda powoduje, że chyba dopadło mnie wiosenne przesilenie, w związku z czym na nic nie mam siły. Niemniej jednak kolejna wyrwana kartka z kalendarza spowodowała dziś u mnie mały zryw, pomyślałam, że w marcu trzy kosmetyki pielęgnacyjne uratowały mi tyłek, a i z kolorówki i zapachów coś ciekawego mam do pokazania, więc już jestem i piszę!



Zimą przesadziłam z witaminą C, stosowałam ją zbyt często. Cera zbuntowała się i pomimo tego, że wizualnie była w świetnej formie to dopadło mnie odwodnienie i wrażliwość. Kremy nawilżające nie dawały rady, skóra była ściągnięta i sucha. Z polecenia Asi (znanej jako Hexxana z bloga 1001 Pasji) nabyłam w aptece Cicaplast Baume B5 marki La Roche-Posay. Ten krem o bogatej konsystencji wbrew pozorom dość szybko się wchłania i nie pozostawia tłustej warstwy. Przez pierwszy miesiąc stosowałam go rano i wieczorem, aktualnie stosuję go codziennie na noc. Ulgę poczułam już przy pierwszej aplikacji, natomiast nawilżenie i nawodnienie skóry wróciło do normy po jakiś dwóch tygodniach stosowania, przy czym efekt ten narastał. Ściągnięcie i wrażliwość odeszły w niepamięć. Skóra na powrót stała się miękka i delikatna. Póki co zużyję tę tubkę i na pewno wrócę do niego jesienią. Polecam ten produkt na wszelkie podrażnienia, zaczerwienienia i odwodnienie. Dla mnie geniusz!


Wraz z kremem Cicaplast Baume B5 stosowałam na twarz co drugi dzień serum Organique z Terapii  Łagodzącej, opartej na składnikach aktywnych zawartych w kozim mleku oraz ekstrakcie ze śliwki chińskiej – lychee. Serum na żelową, lekką i szybko wchłaniającą się konsystencję. Delikatnie, pudrowo pachnie i genialnie łagodzi podrażnienia. Zawarte w kozim mleku witaminy z grupy B odżywiają skórę, a ekstrakt z perły działa przeciwzapalnie, odmładzająco i nawilżająco. Serum intensywnie nawilża, lekko chłodzi i reguluje temperaturę skóry. Do ciała stosowałam serum kilkukrotnie, jednak w mojej ocenie lepiej sprawdza się na twarzy. Świetny produkt!


Mój kolejny wybawiciel to woda termalna Uriage. Znam ją od dawna, używałam kilkukrotnie, ale dopiero w obliczu wyzwania pokazała co potrafi! Woda termalna Uriage, unikalna ze względu na swoją izotoniczność i skład mineralny, jako jedyna na rynku nie wymaga osuszania po aplikacji. Używam ją zamiast albo obok toniku, w zależności od humoru i chęci. Ten produkt genialnie nawilża, działa przeciwzapalnie, koi i łagodzi podażnienia, przyspiesza gojenie się ran, wzmacnia barierę skórną i hamuje przeznaskórkową utratę wody. Jedno "psik" a tyle korzyści! Uwielbiam czuć tą delikatną mgiełkę na twarzy, czekam chwilę aż w większości się wchłonie, po czym wklepuję resztki w cerę. Efekty są naprawdę spektakularne.


Kolejny marcowy ulubieniec to woda perfumowana Hugo Boss The Scent KLIK. według mnie ten zapach jest bardzo ciekawy i tak samo nieoczywisty. Jest kwiatowo, ale z nutą orientu. Nuta głowy to kwiat frezji i akordy miodowo brzoskwiniowe. Początek jest dość radosny, wesoły i łagodnie przechodzi w nutę serca czyli kwiat Osmathusa. Ten etap jest już nieco łagodniejszy, ale stanowczy, cieplejszy. Nic dziwnego w takich odczuciach, bowiem finał to nuta bazy w postaci prażonych ziaren kakao, które miękko układają się na skórze. Niestety zapach nie należy do najtrwalszych, ale mimo wszystko lubię i po prostu ponawiam aplikację w ciąg dnia. Sprawdź koniecznie ten zapach! Przyjemniaczek nie tylko na wiosnę. 




Na koniec wisienka na torcie czyli Chanel Rouge Allure Gloss w kolorze Sensible (15). Ten produkt to błyszczyk do ust zapewniający niezwykłą intensywność koloru. Zaawansowana formuła bogata w witaminę E zapewnia idealne nawilżenie i pielęgnację ust. Błyszczyk nie rozmazuje się, nie migruje poza kontur ust. Precyzyjny aplikator w formie miękkiej gąbeczki genialnie dopasowuje się do ust, a wyprofilowana końcówka pozwala na dokładne obrysowanie ich konturu. Gęsta, ale nie klejąca konsystencja, idealnie przylega do skóry, otulając usta lekką, delikatną powłoczką koloru. Sam kolor Sensible to świeży, delikatny, trochę mleczny róż - idealny na wiosnę! No i opakowanie - małe dzieło sztuki... Kolekcja tych błyszczyków weszła do sprzedaży jesienią 2014 roku i zdaje się, że to limitka, warto jednak poszukać, oj warto!

środa, 15 marca 2017

Ulubieńcy lutego

Luty minął mi błyskawicznie, dosłownie nie wiem kiedy nastał marzec. Pisałam już kilkukrotnie, że czekam na wiosnę z utęsknieniem! Nie mogę się doczekać ciepłych i słonecznych dni. Jednak mimo tego, że luty zleciał raz, dwa, w moim kosmetycznym światku pojawiło się pięciu ulubieńców. Jak zawsze pielęgnacja górą, ale i w makijażu coś się znalazło, zapraszam!



Tonik/mgiełka Róża Damasceńska od Iossi (50 ml/49 zł) KLIK towarzyszył mi przez ostatnie dwa i pół miesiąca (aplikacja rano i wieczorem), dziś się skończył. To w 100% naturalny tonik z róży damasceńskiej o kuszącym, niedrażniącym zapachu... róży :) Przywraca naturalne ph skóry, odświeża i skutecznie zmywa resztki makijażu. Wzmacnia naczynia krwionośne, pozostawiając skórę miękką, gładką i nawilżoną. Działa antyseptycznie, koi i łagodzi podrażnienia wrażliwej skóry. Poprawia koloryt i delikatnie niweluje zmarszczki. Przygotowuje skórę do nałożenia olejku lub kremu. U mnie właśnie świetnie współgrał z olejkiem. Dedykowany jest do każdego typu cery, ze szczególnym wskazaniem na suchą i naczyniową. Producent postarał się o idealny aplikator, który dozuje mgiełkę. Jeśli lubisz delikatny zapach róży i poszukujesz w tego typu produktach dozy nawilżenia to ten tonik jest dla Ciebie!

INCI:  Rosa damascena (Rose) Flower Water


Kolejny ulubieniec to Brazylijski, relaksujący olej pod prysznic marki EC Lab. Wracam do niego co jakiś czas, stosuję też inne wersje tego preparatu. Wysoka zawartość naturalnych olei (ponad 10%) zapewnia odpowiednie nawilżenie i natłuszczenie skóry ciała, dzięki czemu nie trzeba po kąpieli używać mleczka lub balsamu, mówię to ja - suchar. Wchodzące w jego skład - organiczny olej ze słodkich migdałów, organiczny olej z ziaren kakaowca, ekstrakt wanilii – nawilżają, tonizują, ujędrniają lekko skórę ciała, relaksują i poprawiają nastrój. Olej ma delikatną, kremową teksturę i genialny zapach - czuję tu migdały i wanilię w tle. Mój prysznicowy ulubieniec od dłuższego czasu!


Wiele razy podkreślałam, że jestem kremowym maniakiem - uwielbiam kremy do rąk i zużywam je w ilościach hurtowych! Ostatnio towarzyszy mi nowość marki Clochee czyli Lekki odżywczy krem do rąk (250 ml/86 zł) KLIK. Ten lekki, aksamitny krem powstał na bazie ekologicznego oleju i masła shea oraz naturalnych wyciągów roślinnych. Silnie wygładza i odżywia wymagające, również zniszczone dłonie. Rozjaśnia i ujednolica koloryt skóry. Pozostawia lekki film chroniący przed negatywnym działaniem czynników zewnętrznych, który absolutnie nie jest kłopotliwy. Wyjątkowo delikatna konsystencja nadaje się do codziennego, częstego używania. Sama właśnie stosuję ten specyfik w ciągu dnia, bo szybko się wchłania i pięknie, świeżo pachnie, jakby herbatą, w każdym bądź razie wyjątkowo ładnie. No i butelka z pompką, to świetne ułatwienie i szybka aplikacja. Krem jest piekielnie wydajny, używam go kilkukrotnie w ciągu dnia od miesiąca, a zużyłam około 1/4 opakowania. Podsumowując, Clochee wypuściło kolejny, genialny produkt, który świetnie dba o skórę dłoni. Do tego duża pojemność i pompka czyli mamy komplet i pełnię zadowolenia!

INCI: Aqua**, Caprylic/Capric Triglyceride**, Glycerin**, Polyglyceryl-3 Methylglucose Distearate*, Cetearyl Alcohol**, Glyceryl Stearate SE*, Camelia Sinensis Extract**, Citrus Medica Limonum Extract**, Propanediol, Salvia Sclarea Extract, Allantoin***, Vitis Vinifera Seed Oil**, Butyrospermum Parkii (Shea) Butter*, Panthenol***, Alcohol***, Tocopherol*, Ascorbyl Palmitate***, Ascorbic Acid***, Citric Acid***, Sodium Benzoate***, Potassium Sorbate***, Dehydroacetic Acid****, Benzyl Alcohol*, Parfum***.
*Certified ingredients, ** Natural Raw Material, *** Approved for natural cosmetics.
 

Organique to marka, którą znam od dawna, ale dopiero ostatnio coraz mocniej zagłębiam się w jej asortyment. Parę miesięcy temu kupiłam podczas promocji trzy produkty z Serii Łagodzącej z kozim mlekiem i ekstraktem z liczi: peeling, masło i serum. Masło zużyłam już dawno, było genialne i wiem, że wrócę do niego na pewno. Serum i peeling mam w użyciu. Peeling do ciała stanowi pierwszy etap terapii łagodzącej, polecanej szczególnie dla skóry wrażliwej. Nasycony odżywczymi olejami, zapewnia wygładzenie i delikatne natłuszczenie. Kryształki cukru masują i złuszczają zrogowaciały naskórek, dobrze "trzymając się skóry". Ekstrakty roślinne zapewniają ochronę i zapobiegają podrażnieniom. Skóra po peelingu nabiera blasku, jest miękka, gładka i pachnąca (pudrowo-świeże nuty), a co najważniejsze - nie wymaga dodatkowej aplikacji masła/balsamu. Peeling ma mocno zbitą konsystencję, dzięki czemu jest bardzo wydajny. Jeśli jeszcze nie znasz tego produktu to najwyższy czas, aby to nadrobić!


Na koniec coś do makijażu czyli MAC Powder Blush w odcieniu Melba i wykończeniu matte. Producent charakteryzuje go jako delikatna, koralowa brzoskwinia i zgadzam się z tym w pełni. To mój pierwszy róż od MAC i w sumie jestem z niego bardzo zadowolona. Ciężko zrobić sobie nim krzywdę, jest bardzo uniwersalny i działa trochę jak różo-brązer. Mam wrażenie jakby na twarzy wypadał nieco ciemniej niż w opakowaniu, nieco bardziej brązerowo właśnie. Jest zupełnie matowy, leciutko pyli przy aplikacji. Świetnie trzyma się na policzkach, nie blaknie, pięknie ożywia lico, co teraz jest u mnie bardzo pożądane. Wydajność jest niesamowita, używam go od kilku miesięcy bez przerwy, a zużycie jest minimalne! Lubię, lubię, lubię i mam ochotę na więcej róży tej marki! 

To by było na tyle. Znasz moich ulubieńców lutego? Co ciekawego zaskoczyło Cię pozytywnie w lutym?

piątek, 10 marca 2017

Organique Terapia Łagodząca

W ostatnim czasie moja cera jest w lepszej kondycji nazwijmy to "wizualnej" - ma ładniejszy, równy koloryt, jest wolna od większych niespodzianek, no podoba mi się. Jednak jak to w życiu bywa nie można mieć wszystkiego. Czego mi zatem brakowało jeszcze jakiś miesiąc temu? Otóż moja cera mocno się uwrażliwiła, stała się ściągnięta, mimo, że nic nie zmieniałam w produktach do pielęgnacji. O takie działanie podejrzewam witaminę C, którą mimo tych wszystkich niedogodności lubię bardzo, bo świetnie zadziałała w formie serum na moją skórę. W każdym bądź razie postanowiłam działać i aktualnie jest już dużo lepiej! Dziś o najnowszej serii produktów do twarzy marki Organique czyli o Terapii Łagodzącej, zapraszam.


Nowa terapia na bazie ekstraktu z aloesu jest przeznaczona do pielęgnacji skóry wrażliwej, suchej i skłonnej do podrażnień. Problem nadwrażliwości cery dotyka wiele osób, niezależnie od wieku i płci. Objawia się zazwyczaj zaczerwienieniem, pieczeniem, odczuciem ściągnięcia czy nadmiernym złuszczaniem. Niezależnie od przyczyny, niezwykle istotnym elementem radzenia sobie z nadwrażliwością skóry jest jej odpowiednia pielęgnacja. Kosmetyki z tej terapii łączą w sobie aktywne ekstrakty i oleje roślinne dobrane tak, aby zapewnić kompleksową pielęgnację wrażliwej skórze. Stosowane systematycznie zmniejszą nadwrażliwość skóry, wzmocnią i poprawią jej strukturę i nawilżenie. Wiodącym składnikiem Terapii Łagodzącej jest ekstrakt z aloesu, który działa niezwykle łagodząco, gojąco i przeciwzapalnie.

Składniki aktywne:
  • Ekstrakt z aloesu – posiada 200 biologicznie czynnych składników: polisacharydy, aminokwasy, enzymy, witaminy, związki mineralne, kwasy tłuszczowe i wiele innych. Działa nawadniająco, immunostymulująco (wzmacnia system odpornościowy skóry), stymuluje produkcję kolagenu, poprawia elastyczność. Aloes wykazuje również silne działanie przeciwzapalne i łagodzące. Jest skuteczny w leczeniu wszelkiego rodzaju dermatoz.
  • Kompleks 7 ziół  – opatentowany kompleks wyselekcjonowanych wyciągów 7 ziół stosowanych w tradycyjnej medycynie chińskiej. Rośliny te samodzielnie wykazują się unikalnym działaniem, a w połączeniu zapewniają wysoce synergiczny efekt łagodzący. Kompleks stanowi dla skóry „biologiczną tarczę ochronną” przed podrażnieniami spowodowanymi przez różne czynniki (zanieczyszczone środowisko, detergenty, ukąszenia owadów).
  • Olejek z rumianku marokańskiego – zawiera olejek eteryczny, flawonoidy, garbniki, kumaryny, sole mineralne i witaminę C. Wykazuje silne działanie antyhistaminowe (redukuje reakcje zapalne), niweluje rumień i zaczerwienienia, łagodzi świąd i podrażnienia.
  • Ekstrakt z borówki czarnej – wykazuje działanie wzmacniające, redukujące stany zapalne, nawilżające i wygładzające skórę. Posiada też silne działanie antyoksydacyjne, przez co zapobiega procesom starzenia się skóry.
  • Olej słonecznikowy – zawiera 90% NNKT (linolowy, oleinowy), naturalne tokoferole, karoteny i lecytynę. Jest bardzo lekkim olejem, nie obciąża skóry (nawet tłustej). Olej słonecznikowy wykazuje silne działanie przeciwstarzeniowe (witamina E), zmiękczające i wygładzające skórę. Wzmacnia barierę ochronną skóry i zapobiega TEWL.Oliwa z oliwek – bogata jest w wiele składników antyoksydacyjnych, stanowiących również naturalny filtr UV. Zawiera „witaminy piękna” A, B, C, E, i F. Doskonale nawilża i odżywia skórę, wzmacnia i uzupełnia niedobory lipidów w skórze.
  • Oliwa z oliwek – bogata jest w wiele składników antyoksydacyjnych, stanowiących również naturalny filtr UV. Zawiera „witaminy piękna” A, B, C, E, i F. Doskonale nawilża i odżywia skórę, wzmacnia i uzupełnia niedobory lipidów w skórze.
Terapia krok po kroku
Chcąc osiągnąć jak najlepsze efekty należy regularne stosować całą Terapię Łagodzącą krok po kroku.

krok 1 – Płyn micelarny – idealny do codziennego oczyszczania twarzy, polecany również do demakijażu.

krok 2 – Maska do twarzy – polecana do codziennego stosowania przed nałożeniem kremu lub 1-2 razy w tygodniu jako intensywna kuracja (po wmasowaniu maski aplikujemy maskę algową z aloesem).

krok 3 – Krem do twarzy – stosuj go codziennie, rano i wieczorem. Posiada bardzo lekką formułę, dzięki czemu sprawdza się również jako baza pod makijaż. Kompozycja zapachowa nie posiada alergenów. 

krok 4 – Maska algowa do twarzy Dermo Expert – do stosowania 1-2 razy w tygodniu po aplikacji Maski do twarzy. Maska po nałożeniu stopniowo tężeje, tworząc na skórze „okluzujny opatrunek”. Sprzyja to głębokiemu przenikaniu składników aktywnych, również z kosmetyków aplikowanych pod nią.


Płyn micelarny z Terapii Łagodzącej (200 ml/46 zł) KLIK polecany jest do codziennej pielęgnacji skóry wrażliwej, suchej i skłonnej do podrażnień. Aktywna formuła kosmetyku łączy w sobie oczyszczające działanie mleczka i odświeżające toniku. 100% naturalny składnik myjący, dokładnie usuwa zanieczyszczenia bez efektu podrażniania skory. Płyn przywraca skórze blask i neutralne pH. Idealny do zmywania makijażu, z którym radzi sobie naprawdę dobrze (używam zwykłego tuszu, podkładu i różu). Co dla mnie najważniejsze, micel nie przesusza i nie podrażnia, a wręcz lekko nawilża. Jest bezzapachowy i się nie klei. Butelka płynu wystarczyła mi na miesiąc porannego i wieczornego oczyszczania. Przyjemny produkt, wrócę na pewno!  

INCI: AQUA, ALOE BARBADENSIS LEAF JUICE, POLYGLYCERYL-4 LAURATE /SEBACATE, POLYGLYCERYL-6 CAPRYLATE/CAPRATE, GLYCERIN, BENZYL ALCOHOL, CENTELLA ASIATICA EXTRACT, POLYGONUM CUSPIDATUM ROOT EXTRACT, SCUTELLARIA BAICALENSIS EXTRACT, CAMELIA SINENSIS LEAF EXTRACT, GLYCYRRHIZA GLABRA( LICORICE) ROOT EXTRACT, CHAMOMILLA RECUTITA FLOWER EXTRACT, ROSMARINUS OFFICINALIS (ROSEMARY) LEAF EXTRACT, PARFUM, TETRASODIUM GLUTAMATE
DIACETATE, SODIUM HYDROXIDE, DEHYDROACETIC ACID.


Krem do twarzy z ekstraktem z aloesu (50 ml/89 zł) KLIK polecany jest do pielęgnacji cery wrażliwej, suchej, spierzchniętej i skłonnej do podrażnień. Składniki aktywne kosmetyku zostały specjalnie wyselekcjonowane i połączone tak, aby przywrócić maksymalny komfort wymagającej skórze. Krem niweluje zaczerwienienia, odczucie nieprzyjemnego napięcia i szorstkości skóry. Jednocześnie zapewnia codzienną pielęgnację i ochronę. Polecany do stosowania na dzień i noc, również jako baza pod makijaż. Preparat jest w miarę lekki w swej konsystencji, dobrze nawilża i zapewnia skórze komfort. Opakowanie z pompką czyli to, co lubię najbardziej. Ponadto dobrze współpracuje z makijażem i nie wzmaga przetłuszczania się cery. U mnie najlepiej sprawdza się właśnie na dzień, na noc potrzebuję mocno odżywczej formuły. Zapach określiłabym jako świeży, rześki z nutą roślinną. Dość szybko się ulatnia i nie przeszkadza w ciągu dnia.
INCI: AQUA, CAPRYLIC/CAPRIC TRIGLYCERIDE, ALOE BARBADENSIS LEAF JUICE, DECYL COCOATE, MACADAMIA TERNIFOLIA SEED OIL, PRUNUS AMYGDALUS DULCIS (SWEET ALMOND) OIL, BETAINE, GLYCERIN, CETEARYL ALCOHOL, STEARATE, STEARIC ACID, MIRYSTYL MIRYSTATE, CETEARYL GLUCOSIDE, BENZYL ALCOHOL, PARFUM, TOCOPHEROL, BUTYROSPERMUM PARKII BUTTER EGLYCERYL XTRACT, DEHYDROACETIC ACID, HELIANTHUS ANNUUS (SUNFLOWER) SEED OIL, TETRASODIUM GLUTAMATE DIACETATE


Łagodząca maska algowa z aloesem (30 g/21,90 zł) KLIK zawiera w swym składzie algi (glony pochodzenia morskiego), które stanowią bogactwo substancji organicznych: protein, polisacharydów, białek, mikroelementów i witamin (B, C, E i beta-karotenu). Maska po nałożeniu stopniowo tężeje, tworząc na skórze „okluzyjny opatrunek”. Sprzyja to głębokiemu przenikaniu składników aktywnych, również z kosmetyków aplikowanych pod nią. Nowa maska algowa z ekstraktem z aloesu przeznaczona do pielęgnacji skóry wrażliwej, suchej, spierzchniętej i naczyniowej. Produkt genialnie nawilża, odżywia i regeneruje skórę, łagodzi podrażnienia, stany zapalne, wygładza i wyrównuje koloryt skóry. Przy tym jest bezzapachowa i pozbawiona kolorantów. Opakowanie wystarczyło mi na trzy użycia. Raz stosowałam maskę solo i efekty były bardzo dobre, kolejne dwa użycia polegały na tym, że najpierw nałożyłam na twarz maskę, o której niżej, odczekałam kilka minut, po czym nałożyłam algi. W drugim przypadku efekt nawilżenia był jeszcze lepszy! Maski algowe na stałe zagościły w mojej kosmetyczce. Polecam!
 
INCI: DIATOMACEOUS EARTH, ALGIN, CALCIUM SULFATE HYDRATE, TALC, TERTASODIUM PYROPHOSPHATE, OLEA EUROPAEA (OLIVE) FRUIT OIL, SILICA, MALTODEXTRIN, VACCINIUM MYRTILLUS FRUIT EXTRACT, ALOE BARBADENSIS LEAF JUICE POWDER, ORMENIS MULTICAULIS OIL

Bezzapachowa maska do twarzy w formie łagodzącego kompresu (10 ml/11 zł) KLIK polecana jest do pielęgnacji cery wrażliwej, suchej, spierzchniętej i skłonnej do podrażnień. Zawiera skoncentrowane składniki aktywne szybko przywracające komfort i ukojenie podrażnionej oraz odwodnionej skórze. Delikatna, aksamitna formuła szybko się wchłania, nie pozostawia filmu, co umożliwia dalszą aplikację kosmetyków. Maskę możemy stosować również jako kojący oraz nawilżający kompres w przypadku podrażnienia skóry twarzy i ciała (po opalaniu, depilacji, ukąszeniu owadów). Stosowałam ten produkt tylko do twarzy. Pierwszy raz użyłam maski solo. Po dwudziestu minutach preparat wchłonął się całkowicie, pozostawiając cerę matową, ale jakże nawilżoną i nawodnioną, o ogromnym komforcie. Stosowanie wraz z maską algową, o której wyżej, wzmacnia tylko działanie maski, także warto wypróbować, koniecznie! Saszetka wystarczyła mi na trzykrotne użycie.

INCI: AQUA, CETEARYL OLIVATE, PROPANEDIOL, SORBITAN OLIVATE, GLYCERIN, ALOE BARBADENSIS LEAF JUICE POWDER, BENZYL ALCOHOL, DEHYDROACETIC ACID, TOCOPHEROL, HELIANTHUS ANNUUS (SUNFLOWER) SEED OIL, TETRASODIUM GLUTAMATE DIACETATE.
 
Podsumowując, Terapia Łagodząca Organique niesamowicie mocno przypadła mi do gustu, trafiając jednocześnie w moje potrzeby. Te preparaty koją, nawadniają, nawilżają bez uczucia tłustości i lepkości, co zdarza się naprawdę rzadko. Szczególnie maska algowa i maska-kompres to produkty SOS, które działają szybko, a efekty widać już po pierwszym użyciu. Lubię bardzo i polecam! 
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...
SZABLON BY: PANNA VEJJS.