środa, 7 czerwca 2017

Ulubieńcy kwietnia i maja

Osobny post z ulubieńcami kwietnia nie pojawił się na blogu, ponieważ nie chciałam na siłę tworzyć listy ulubionych produktów. No, może pod koniec kwietnia coś się objawiło, ale nie chciałam już kombinować. W każdym bądź razie dziś przychodzę do Ciebie z pięcioma produktami, które świetnie się u mnie sprawdzają, więc z chęcią o nich opowiem.



Jeszcze wczesną wiosną nabyłam ówczesną nowość w szeregach marki Organique czyli balsam z masłem shea w wersji Czarna Orchidea (100 ml/37,90 zł). Mimo, że te balsamy są bardzo popularne, do wyboru jest jest wiele wersji zapachowych, to jakoś nie miałam z nimi wcześniej do czynienia. w każdym bądź razie aromat Czarna Orchidea spodobał mi się niesamowicie. Jest bardzo głęboki, sensualny, odurzający niczym wieczorowe perfumy, ale na skórze łagodnieje i traci na mocy, co według mnie jest jest uzasadnione, bo inaczej ciężko byłoby zasnąć. Zapach zapachem, ale działanie to jest dopiero genialna sprawa! Balsam natychmiastowo nawilża i odżywia, poprawia jędrność i elastyczność skóry i wzmacnia jej barierę lipidową. Skóra po nałożeniu balsamu staje się miękka, gładka i aksamitna w dotyku. Balsam zawiera ponad 55% czystego masła shea i trzy rodzaje naturalnych olejów: z awokado, sojowego i pestek winogron. Masło shea dostarcza skórze witamin i substancji odżywczych. Dzięki nim skóra staje się delikatniejsza, gładsza i co najważniejsze – zdrowsza. Oleje dodatkowo odżywiają i wzmacniają skórę  Dodatek wosku pszczelego tworzy na skórze warstwę ochronną, która przeciwdziała wysuszaniu oraz sprawia, że skóra staje się elastyczna. Mój słoik to opakowanie uniwersalne, które otrzymujemy przy zakupie balsamu na wagę, bo jest i taka opcja. Balsam ma konsystencję bardzo gęstego masła, które w kontakcie ze skórą zamienia się w olejek, który natychmiast się wchłania i pozostawia na ciele otulającą, nietłustą warstewkę. Polecam bardzo i mam ochotę na inne warianty zapachowe!


Dziś w ulubieńcach rządzi Organique, bo kolejnym produktem jaki ostatnio używam z wielką ochotą i przyjemnością jest Intensywnie regenerująca maska do stóp (100 ml/39,90 zł). Sezon na odkryte stopy uważam za otwarty, zatem porządny krem do ich pielęgnacji to aktualnie podstawa. Regenerująca maska do stóp zapewnia specjalistyczną pielęgnację wrażliwej, narażonej na przesuszenie i nadmierne rogowacenie skóry. Zmiękcza, nawilża i reguluje proces złuszczania naskórka. Kwasy owocowe bardzo delikatnie złuszczają i regulują proces rogowacenia naskórka, mocznik zmiękcza i poprawia nawilżenie. Masło shea regeneruje i odżywia oraz odbudowuje barierę lipidową skóry, naturalne glinki łagodnie oczyszczają, działają  łagodząco. Ekstrakt z szałwii odświeża i reguluje potliwość stóp, a witamina E zapobiega procesom starzenia się skóry. Z nazwy preparat jest maską, ale można go stosować także jako codzienny krem do stóp i tak właśnie jest u mnie. W takiej roli produkt spisuje się genialnie. Stosuję go codziennie wieczorem od jakiś trzech miesięcy i efekty są naprawdę świetne! Skóra stóp jest mocno nawilżona, gładka i wypielęgnowana. Rogowacenie jest minimalne. Krem szybko się wchłania, nie pozostawia na stopach tłustej warstwy i bardzo ładnie pachnie - świeżo, trochę kremowo, z męską nutą. Do tego szybko się wchłania i ma dość lekką konsystencję. Ten produkt to moje tegoroczne odkrycie w kwestii pielęgnacji stóp!


Na początku maja mój poprzedni scrub do ciała dobił dna, więc w końcu postanowiłam zmierzyć się z legendą i wypróbować słynny Odżywczy peeling cukrowy Ministerstwa Dobrego Mydła (250 ml/38 zł). Po kilkukrotnym użyciu tego produktu mam mieszane uczucia, ale mimo wszystko peeling znalazł się w ulubieńcach! Dlaczego? Już wszystko wyjaśniam. Zacznijmy od wad. Otóż w mojej opinii peeling zbyt słabo trzyma się skóry, co powoduje, że spora ilość tego dobra ląduje na dnie wanny. Po drugie  drobinki cukru dość szybko się rozpuszczają, wobec czego zbyt długo się nie pomasujemy. Zdaję sobie sprawę, że to jest kwestia bardzo subiektywna, niemniej w porównaniu do tego typu produktów peeling MDM szybko się "rozpuszcza". Teraz czas na zalety. Po pierwsze ZAPACH! Nie znam drugiego tak cudnie pachnącego scrubu! Ta głębia aromatu, to ciepło i miękkość zapachu są nie do podrobienia. Zapach jest tak apetyczny, że nie da się nie oblizać palca! :) Drugą ogromną zaletą peelingu MDM jest fakt, iż po spłukaniu ciała wodą, na skórze pozostaje otulająca warstewka olejków, absolutnie nietłusta, bardziej taka aksamitna. Delikatne osuszenie ciała ręcznikiem pozwala na pominięcie aplikacji balsamu/masła. Ta warstewka ma do siebie również to, że łagodzi wszelkie podrażnienia czy przesuszenia. Zatem suma summarum peeling jest naprawdę fajny, choć gdyby jeszcze udało się poprawić te wady to byłby to mój ulubiony peeling. Na koniec jeszcze słówko na temat składników tego cuda. Aromatyczny olej z pestek śliwki głęboko nawilża i regeneruje, olej ze słodkich migdałów wygładza, olej wyciśnięty z pestek winogron zmiękcza a olej z awokado zabezpiecza skórę przed utratą wody. Masło shea i kakaowe dodatkowo natłuszczają naskórek, wosk pszczeli ochrania go przed czynnikami zewnętrznymi. Skwalan z oliwek odbudowuje płaszcz lipidowy dbając o skórę suchą i wrażliwą. Znasz peeling MDM? CO o nim myślisz?



Dotychczas produkty Sylveco specjalnie nie porwały mojego serca. Pozytywnie wyróżniała się jedynie pomadka z peelingiem. Niemniej jakiś czas temu, po lekturze wielu pochlebnych recenzji, postanowiłam wypróbować do wieczornego oczyszczania Tymiankowy żel do twarzy (150 ml/ ok. 16 zł). Od tego typu produktów wymagam, aby nie przesuszały cery, nie podrażniały i przyjemnie oczyszczały twarz z resztek makijażu. Ten żel przekonał mnie do siebie już po pierwszym użyciu. Jest ultra delikatny, ma kremową konsystencję i świetnie oczyszcza bez podrażnień czyli wszystko tak, jak lubię! Wrażliwe nosy ostrzegam przed zapachem - jest tu mocno tymiankowo. Z czasem jednak mój nos się przyzwyczaił i aktualnie praktycznie nie czuję tego aromatu. Brawo Sylveco!


Na koniec coś do makijażu czyli Clarins Instant Light Natural Lip Balm Perfector (1,8 g/79 zł). To bardzo przyjemny, lekki balsam w sztyfcie. Mój kolor to 03 my pink, który ładnie podbija naturalny kolor warg. Nawilża, spulchnia i rozświetla usta, nadając im subtelny, naturalny kolor i blask. Wargi pozostają przyjemnie otulone i wypielęgnowane, bez klejenia. Tego typu produkty używam nałogowo, więc w przyszłości spróbuję zapewne innych kolorów. Lubię go nieco mniej niż olejek do ust Instant Light Lip Comfort Oil, co nie oznacza, że jest zły. Fanki stałych formuł i nienachalnie podkreślonych ust będą zadowolone.



Znasz moich ulubieńców? Coś szczególnie Cię zainteresowało? Daj znać!

środa, 8 lutego 2017

Moja zimowa pielęgnacja ust

Zimowe chłody, wiatry i mrozy to trudny czas dla mojej skóry, zarówno twarzy jak i ciała. W tym okresie o wiele łatwiej o odwodnienie, miejscowe przesuszenia czy podrażnienia. Szczególnej pielęgnacji wymagają także usta. Dziś kilka słów na temat preparatów, które towarzyszą mi tej zimy. Mamy tutaj dwa balsamy w słoiczkach czyli kultowy "miodek" Nuxe z serii Reve de Miel oraz żurawinowy balsam do ust Mokosh, olejek do ust Clarins i balsam do ust w tubce Madara Plum Plum. Świadomie nie umieściłam w tym zestawieniu peelingu do ust. Po prostu nie potrzebuję go w  tym sezonie, nie borykam się z suchymi skórkami. Czy produkty ze zdjęcia odpowiednio zabezpieczają moje usta przed czynnikami zewnętrznymi? Odpowiedź poniżej.



Balsam do ust Madara Plum Plum (15 ml/41,90 zł) KLIK to dość gęsta, bladoróżowa formuła oparta o głęboko nawilżający olej jojoba, bogate i odżywcze masło shea, i regenerujący olej śliwkowy. Dzięki właściwościom odmładzającym, idealnie sprawdza się do suchych ust – zniszczonych w skutek działania słońca, wiatru i zimna. Pełen witamin i składników odżywczych olej śliwkowy nawilża i odżywia usta, bez obciążania, dodając objętości i wyrazu. Pachnie cudnie, bo to kompozycja soczystej śliwki i żurawiny z domieszką wanilii, migdałów i marcepana. Balsam nałożony na usta nadaje im lustrzanego blasku, nie barwi na żaden kolor. Mimo, że na wargach przyjmuje bardziej płynną postać to nie migruje poza ich kontur. Na ustach utrzymuje się jakieś pół godziny, po czym w nie wnika i pozostawia nawilżone i gładkie. W smaku jest słodki :) Lubię zabierać go na zewnątrz, bo banalnie prosto aplikuje się go z tubki. To bardzo dobry produkt, o dobrym, naturalnym składzie i idealnym zapachu! Polecam go gorąco!

INCI: Ricinus Communis (Castor) Oil*, Simmondsia Chinensis (Jojoba) Seed Oil*, Cera Alba (Beeswax)*, Sorbitan Olivate, Butyrospermum Parkii (Shea) Fruit Butter*, Prunus Domestica (Plum) Seed Oil, Aroma, Tocopherol (Vitamin E), Cocos Nucifera (Coconut) Oil*, Propolis Extract*, Hippophae Rhamnoides (Sea buckthorn) Fruit Extract *, Chamomilla Recutita (Camomile) Flower Extract*, Calendula Officinalis (Calendula) Flower Extract*, Stevia Extract, CI 77491 (Iron Oxide)***, Limonene**, Linalool**, Citral**, Geraniol**.
* z rolnictwa ekologicznego
** naturalne olejki eteryczne,
*** czyste mineralne pigmenty


Moja kolejna propozycja to marka Mokosh i Naturalny, żurawinowy balsam do ust (15 ml/45 zł) KLIK, stworzony na bazie wyjątkowych składników, między innymi hipoalergicznej lanoliny, masła shea i oleju jojoba oraz oleju z krokosza barwierskiego. Produkt rozpieszcza subtelnym, cukierkowym aromatem i doskonałą konsystencją. Dzięki zawartości witaminy E, zwanej witaminą młodości, neutralizuje działanie wolnych rodników. Naturalny, mineralny barwnik podkreśla naturalną czerwień ust. Balsam nie migruje poza kontur. Na ustach utrzymuje się jakieś czterdzieści minut, po czym w nie wnika i pozostawia nawilżone i otulone. Po kilku aplikacjach usta są nawilżone i zregenerowane, a sucha skóra i popękana skóra ust zregenerowana. Tego słoiczka używam głównie w domu, z wiadomych powodów. Brawo Mokosh, ten balsam to bardzo fajna opcja na naturalną, a przy okazji upiększającą pielęgnację ust!

INCI: Lanolin***, Squalane**, Carthamus Tinctorius (Safflower) Seed Oil, Simmondsia Chinensis (Jojoba) Seed Oil*, Butyrospermum Parkii (Shea) Butter*, Cera Alba, Tocopheryl Acetate, Parfum, Limonene, Mica****, Titanium Dioxide****, Tin Dioxide****, Tocopherol
* Certyfikowany surowiec organiczny
** Surowiec pochodzenia roślinnego
*** Surowiec hipoalergiczny
**** Składnik mineralny


Następny w kolejce jest olejek do ust Clarins czyli Instant Light Lip Comfort Oil (6,5 ml/89 zł). To rewolucyjna, bogata w wysoko skuteczne składniki roślinne formuła, która została zainspirowana najlepiej sprzedającymi się olejkami Clarins - Face and Body Treatment Oils. Ten żelowy, o nieklejącej się konsystencji olejek, o subtelnym kolorze, odżywia usta, nadając im lśniący blask. Moja wersja to red berry, cechuje ją ultradelikatny, owocowy zapach i szklisty, lekko czerwony kolor. Komfort, przyjemność i łatwość stosowania zapewnia aplikator w formie otulającej usta, miękkiej gąbki. Olejek mam zawsze w torebce, używam go bardzo często, bo znakomicie pielęgnuje usta, a przy tym delikatnie je upiększa. Preparat trwa na ustach jakieś dwie godziny bez jedzenia i picia. Potem wnika w wargi i pozostawia je pełne i nawilżone. Ten olejek to świetny produkt, będę do niego wracać!

INCI: Polyglyceryl-2 ISO-Sterate/Dimer Dilinoleate COP-Lymer - Dilinoleic Acid/Propanediol Copolymer - Simmondsia Chinensis Seed Oil (Jo Joba) - Corylus Avellana Seed Oil (Hazel) - Prunus Insititia Seed Oil - Parfum/Fragrance - Vanillin - Tocopheryl Acetate - Ammonium Glycyrrhizate - Capsicum Annuum Fruit Extract6 - Helianthus Annuus Seed Oil (Sun Flower) - Rosmarinus Officinalis (Rosemary) - Leaf Extract


I na koniec ultrakomfortowy balsam do ust Nuxe Reve de Miel (15 g/około 40 zł). Mój różowy słoiczek to wersja limitowana Glam, z tym, że zawartość jest na szczęście bez zmian! Ten balsam do ust to prawdziwy bestseller marki Nuxe, co wcale mnie nie dziwi! Preparat zawierający miód i szlachetne olejki, wywiera dobroczynny wpływ na skórę: odżywia, regeneruje, koi i chroni nawet najbardziej wysuszone i zniszczone usta. Jego aksamitna konsystencja i miodowy aromat ze świeżą nutką grejpfruta sprawi, że usta staną się zadbane w mig! Stosuję ten produkt głównie na noc, czasem w ciągu dnia. Forma słoiczkowa to u mnie oczywiście opcja używania w domu. Szerzej pisałam o tym "miodku" ponad trzy lata temu KLIK, tam znajdziesz także pełen skład. W każdym bądź razie balsam do ust Nuxe to mój niezbędnik, zawsze mam go w domu i cenię jego działanie bardzo. Uwielbiam za zapach, konsystencję i przede wszystkim działanie - nawilża, odżywia, koi i łagodzi. Spotkałam się z głosami, że podobny produkt znajduje się w ofercie marki Tisane. Sprawdziłam i to niestety zupełnie się z tym nie zgadzam! Nuxe to Nuxe.

Jakie są Twoje zimowe preparaty do pielęgnacji ust? Co polecasz? Znasz moje propozycje?


poniedziałek, 23 marca 2015

Clarins Beauty Flash Balm

Podczas wspomnianej już kiedyś na blogu likwidacji perfumerii Marionnaud, kupiłam z 70% rabatem słynny Beauty Flash Balm marki Clarins. Produkt zbiera w sieci przeróżne recenzje. Są zachwyty, są i żale. Jak produkt sprawdził się u mnie? 


Producent obiecuje błyskawiczne rezultaty kosmetyczne po zastosowaniu Beauty Flash Balm. Ekstrakty z oliwek i oczaru wirginijskiego natychmiast minimalizują oznaki zmęczenia i zmarszczki. Nawilżające i zmiękczające skórę roślinne ekstrakty dodają skórze blasku. Beauty Flash Blam może być stosowany dwojako - jako szybki sposób na poprawę wyglądu skóry przed wielkim wyjściem bądź jako maska. Jego formuła jest wzbogacona o kompleks morskich składników - odżywczych mikroalg, aby wygładzić powierzchnię skóry i zminimalizować widoczność zmarszczek.


Błyskawiczna maseczka upiększająca ma przyjemną, dość bogatą konsystencję o lekko brzoskwiniowym zabarwieniu i owocowo-aptecznym zapachu. Całość zapakowano w białą, plastikową tubkę z zakrętką o pojemności 50 ml. Produkt używałam na dwa sposoby i w obu sprawdził się równie dobrze. Po pierwsze posiłkowałam się nim zimą, kiedy temperatura za oknem spadła, a moja sucha skóra prócz serum i nawilżającego kremu chętnie przyjęłaby dodatkowo coś tworzącego na skórze otulającą warstewkę. Nakładałam co drugi/trzeci dzień cienką warstwę na twarz i okolice oczu (na serum + krem nawilżający), nie wklepując jej. Kolejnym krokiem był płynny podkład, który świetnie trzymał się na takiej pielęgnacyjnej "zaprawie", nie ważył się i nie ścierał. Taki sposób faktycznie dodawał twarzy witalności i gładkości, chronił przed nadmierną utratą wilgoci. Po drugie używałam Beauty Flash Balm jako maski kojącej i wygładzającej. Tutaj sposób aplikacji polegał na nałożeniu cienkiej warstwy preparatu na oczyszczoną twarz na jakieś 10-15 minut. Resztki należy zetrzeć wacikiem. Po takiej sesji z maską cera nabierała zdrowego kolorytu, była dobrze nawilżona, ujędrniona i zrelaksowana.
Tak jak pisałam wyżej, oba sposoby stosowania Beauty Flash Balm sprawdziły się u mnie bardzo dobrze. Chętnie będę powracać do tego produktu, ale nie ukrywam, że jedynie podczas promocji. Regularna cena produktu w drogerii Marionnaud wynosiła 120 zł/50 ml. Z tego co sprawdziłam, to aktualnie za Beauty Flash Balm należny zapłacić nieco więcej - Sephora 159 zł/50 ml.


wtorek, 1 kwietnia 2014

Nówelaski z likwidacji Marionnaud

Dziś szybki post prezentujący moje ostatnie, głównie zapachowe nabytki. Zakupy były nieplanowane, a doszły do skutku z powodu likwidacji Marionnaud i związanej z tym zdarzeniem 70% zniżki, która można było uzyskać przy zakupie minimum siedmiu produktów. Zaopatrzyłam się głownie z zapachy. Wybór był już niestety ograniczony, ale zawsze coś tam się wynajdzie, prawda? ;) Skusiłam się też na trzy produkty od John Masters Organics, maskę Beauty Flash Balm z Clarins, na którą miałam ochotę od dawna, sławny Betty-Lou Manizer i trzy bliżej nieznane balsamy do ust.
 

Zapachy na które się zdecydowałam to Marc Jacobs Daisy (20 ml EDT), Marc Jacobs Dot (50 ml EDP), Gucci Flora by Gucci Glamurous Magnolia (30 ml EDT), Gucci Flora by Gucci Glorious Mandarin (30 ml EDT), Diesel Loverdose (75 ml EDT) i DKNY Be Delicious Fresh Blossom (30 ml EDP).

 
Z szeregów John Masters Organics wybrałam różano-aloesową mgiełkę nawilżająco-tonizującą, odżywczy olejek do twarzy z granatem i pomadę do włosów. Błyskawiczną maseczkę upiększającą Clarins wyszperam na półce i wrzuciłam do koszyka z wielką radością. Betty-Lou Manizer kupiłam z lekką niepewnością, czy aby nada się do mojej karnacji i nie będzie zbyt ciemna. Po pierwszych testach już wiem, że nie jest tak źle :) Nieznany mi wcześniej aloesowy balsam do ust SYX już wypróbowałam - jest całkiem, całkiem, czego niestety nie mogę powiedzieć o wersji różanej Berkeley Square Cosmetics Company. Może wersja figa i wiśnia okaże się bardziej do rzeczy :)
Ceny zapachów czy pozostałych produktów były bardzo zachęcające i o niebo niższe, nawet niż te w popularnych sklepach internetowych, także z jednej strony żałuję, że Marionnaud zniknęło z Polski, ale z drugiej okazja do zakupów była przednia.

niedziela, 29 września 2013

Clarins Instant Light Natural Lip Perfector

Podczas ostatniej prezentacji nowości w mojej kosmetyczce KLIK, spore zainteresowanie wzbudził błyszczyk Clarins. Z uwagi na tą okoliczność oraz wobec tego, że sama bardzo polubiłam to mazidło do ust, dziś słów kilka właśnie o Instant Light Natural Lip Perfector w kolorze 01 Rose Shimmer. 


Błyszczyk otrzymujemy w 12 ml miękkiej, plastikowej tubce zakończonej gąbeczką. Gąbeczkę chroni złota nakrętka. Opakowanie szalenie mi się podoba. Przy delikatnym ściśnięciu tubki, na gąbeczkę wydostaje się odrobina różowej mazi. Zgodnie z obietnicą producenta błyszczyk czyni wargi gładkimi i subtelnymi. Delikatna, żelowa formuła mazidła odżywia usta, naprawia je i chroni. 



Konsystencja błyszczyka jest bardzo lekka, transparentna i delikatnie żelowa. Kolor to delikatny, ciepły, mleczny róż, przy czy tak jak wskazałam wyżej - przezroczysty, także nie uzyskujemy tutaj pełnego krycia. Zapach karmelowy, smak słodki! Instant light tworzy wrażenie mokrych ust. Bardzo przyjemnie pielęgnuje wargi i zapobiega przesuszeniom. Trwałość to około 2 godziny bez picia i jedzenia. Schodzi z ust bardzo równomiernie. Występujące w nazwie słówko shimmer sugeruje, że błyszczyk zaiskrzy na ustach milionem barw. Otóż faktycznie shimmer jest, ale w mojej ocenie jest tak drobny, że gołym okiem jesteśmy w stanie dostrzec go tylko w pełnym słońcu. Ja dojrzałam go dopiero dziś podczas robienia zdjęć :) Jeśli zatem ktoś poszukuje blasku miliona barw, to w przypadku tego błyszczyka takiego wykończenia nie uświadczy. 
W składzie na pierwszym miejscu mamy niestety płynną parafinę, ale za to na piątym miejscu uplasowało się masło shea. Podsumowując, polubiłam ten błyszczyk bardzo, używam go niemal codziennie. Kupiłam go w Douglasie podczas promocji za 49 zł. Regularna cena to chyba 67 zł. Cieszę się, że mam w zapasie kolejny egzemplarz z numerkiem 05 Candy Shimmer.






Znacie błyszczyki Instant Light od Clarins? Polecacie inne, transparentne mazidła do ust o przyjaznym składzie?

wtorek, 24 września 2013

Nówelaski

Wracam do Was po krótkiej przerwie spowodowanej urlopem :) Urlop jak to urlop, minął zbyt szybko, ale za to bardzo przyjemnie. Cieszę się jednak, że mogę już wrócić do blogowania. Dziś pokażę Wam kilka nowości, które wpadły w ostatnim czasie w moje łapki.


Pierwszy zestaw to wygrana na facebookowym profilu u Dezemki. Strasznie ucieszyłam się z produktów Kneipp, są bardzo aromatyczne! Błyszczyk kawowy od Pat&Rub również z chęcią przetestuję. Sprawdzę również jak poradzi sobie u mnie korektor Peggy Sage. Dezemka wysłała mi również mini mydełko Stenders - zapach grejfruta jest wspaniały. Odsypka zielonej glinki - to u mnie zupełna nowość, chętnie wypróbuję. Dezemko, raz jeszcze, bardzo Ci dziekuję!


Powyższa gromadka to skutek wizyty w gdańskim Super Pharam. Woda termalna Uriage chodziła za mną od dawna, płyn micelarny L'oreal Ideal Soft króluje ostatnio w blogosferze, zatem sprawdzę go na własnej skórze, lakier do paznokci Rimmel Salon Pro w kolorze Punk Rock 711 po prostu mi się spodobał, a szminkę Rouge Caresse od L'oreal zachwalała Szpilka, a że akurat była w promocji to skusiłam się na kolor Dating Coral, który jest piękny!


Balsam Instant Light od Clarins polubiłam do tego stopnia, że zamówiłam z Douglasa kolejny egzemplarz, tylko tym razem w kolorze 05 Candy Shimmer. Muszę napisać o nich coś więcej :)


Na koniec słów kilka na temat Phenome. Otóż osobiście korzystam jedynie ze sklepu internetowego tej marki, bowiem żaden ze sklepów stacjonarnych nie znajduje się w pobliżu. Mówiąc w ogólności, miałam małe problemy natury techniczej związane z moim kontem w sklepie internetowym. Ku mojemu wielkiemu zaskoczeniu, w związku z powyższym, skontaktowała sie ze mną właścicielka sklepu internetowego, pani Aldona Luterek, porozmawiałysmy bardzo miło i w ramach załatwienia sprawy, otrzymałam masło do ciała z serii Milky Almond i maskę regenerującą do włosów Sustainable Science oraz próbki. Pani Aldono, z tego miejsca gratuluję takiego szacunku i indywidualnego podejścia do klienta, pozdrawiam serdecznie!



W związku z jesienną promocją na stronie Phenome oraz wobec wyżej opisanej sytuacji, postanowiłam zamówić rozgrzewające masło do ciała i regenerujący krem do rąk w wersji po 50 ml każda oraz coś dla męża - krem do golenia. Na dniach rozpoczynamy wraz z L. stosowanie smakołyków od Phenome :)

No i jak podobają się Wam moje nowości? Coś szczególnie Was zaciekawiło?

sobota, 24 sierpnia 2013

Nówelaski

Wróciłam właśnie z trasy rowerowej, trochę się zmachałam i najnormalniej w świecie brak mi sił na coś bardziej obszernego, także dziś szybki post o pozycjach, które w ostatnim czasie zasiliły moje kosmetyczne zbiory. Bardzo lubię czytać u Was notki tego typu, mam nadzieję, że i Wam spodobają się moje nowości :)

Osławiony olejek Nuxe Prodigieuse OR kupiłam w zestawie z mini olejkiem w podstawowej wersji i próbką kremu z serii Prodigieuse.

Kończę serum od Babuszki Agafii, w związku z czym w ramach uzupełnienia tej pozycji zdecydowałam się na Intensywne Serum Rewitalizujące z Bioliq. Po przeczytaniu recenzji u Zmrożonej, pokładam w tym produkcie spore nadzieje.

Na Talasso Scrub Anti-Acqua z Collistara miałam ochotę od dawna. To moje pierwsze spotkanie z peelingiem solnym, dotychczas rządziły u mnie ździeraki na bazie cukru. Ostatnio w Douglasie znalazłam go w promocyjnej cenie 69 zł. Ukochany Mężulek postanowił spełnić moje małe marzenie o posiadaniu tego produktu :) 

Kolejny łup z Douglasa to błyszczyk pielęgnacyjny Instant Light Natural Lip Perfector od Clarins. W ostatnim czasie u Agaty pojawiła się recenzja tego produktu, która utwierdziła mnie w zasadności jego zakupu. 

Znacie którąś z moich nowości? Która pozycja zaciekawiła Was szczególnie?

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...
SZABLON BY: PANNA VEJJS.