wtorek, 21 lutego 2017

MÁDARA Regenerujący krem na noc

Luty powoli dobiega końca, co oznacza, że wiosna tuż tuż! Strasznie mnie to cieszy, bo zimy nie darzę specjalną sympatią. Niemniej najzimniejsza pora roku wciąż widnieje w kalendarzu. Zimą w pielęgnacji twarzy stawiam na bardziej odżywcze i treściwe formuły. Jakiś czas temu skusiłam się więc na Regenerujący krem na noc marki Mádara. Czy sprawdził się w przypadku mojej suchej cery?


Regenerujący krem na noc Mádara (50 ml/139,99 zł) KLIK to bogaty w antyoksydanty preparat nawilżający z nadbałtyckimi ekstraktami z chmielu, kiełków jęczmienia i pomidora. Działa w czasie nocy, stymulując odnowę komórkową i spłycając zmarszczki. Naprawia uszkodzenia skóry. Wspiera funkcje naprawcze skóry w czasie snu. Powoduje, że skóra staje się nawilżona, wypoczęta i pełna blasku. Ten krem jest produktem wegańskim, bez orzechów, nie testowanym na zwierzętach, naturalnym i organicznym, certyfikowanym przez Ecocert. 

Aktywne składniki: awokado, róża, kakao, olej słonecznikowy, kiełki jęczmienia, algi, chmiel, rokitnik, pomidor, babka, nagietek, rumianek.

Preparat ma zielono-żółtą barwę, jest dość lekki, nietłusty i pięknie pachnie - ziołowo z nutą cytrusów. Szybko się wchłania, pozostawiając cerę aksamitną w dotyku. Po dwóch miesiącach regularnego stosowania zauważyłam, że skóra twarzy stała się bardziej jędrna, a jej struktura bardziej gęsta. Krem posiada także właściwości kojące podrażnienia. Nie zapycha, nie obciąża cery. Przypomnieć muszę, że moja cera jest sucha, a zimą bywa nawet odwodniona. W tym kremie brakowało mi trochę  nawilżenia. Myślę, że dla osób z cerą mieszaną czy tłustą krem będzie optymalny. Ogromny plus należy się temu produktowi za opakowanie z pompką i wydajność - myślę, że opakowanie wystarczy na 3-4 miesiące stosowania.



INCI: Aqua, Alcohol, Simmondsia Chinensis (Jojoba) Seed oil*, Polygrycelyr-3 Methylglucose Distearate, Persea Gratissima (Avocado) Oil*, Rosa Damascena (Rose) Flower Water*, Caprylic/Capric Triglyceride, Butyrospermum Parkii (Shea) Fruit Butter, Cetearyl Alcohol, Hippophae Rhamnoides (Sea-buckt-horn) Fruit Extract*, Glycerin***, Calendula Officinalis (Calendula) Flower Extract**, Chamomilla Recutita (Camomile) Flower extract*, Aroma, Algae (Algae) Extract, Benzyl Alcohol, Stearic Acid, Palmitic Acid, Cellulose, Plantago Major (Plantain) Leaf Extract*, Sodium Benzoate, Xanthan Gum, Sodium Hyaluronate, Potassium Sorbate, Tocopherol (Vitamin E), Ascorbyl Palmitate (Vitamin C), SOdium Phytate, Hydrolyzed Hyaluronic Acid, Cl77492 (Iron oxide)****, Lectic Acid, Limonene**, Linalool**, Citral**

niedziela, 19 lutego 2017

Lily Lolo Lakiery do paznokci

Lakiery do paznokci, kto ich nie używa? Wiem, wiem, że w ostatnim czasie wygrywa manicure hybrydowy, ale ja póki co trzymam się jeszcze tego tradycyjnego. W moim zbiorze kolorowych buteleczek ilościowo wygrywa Essie, niemniej nie stronię od innych marek. Jakiś czas temu otrzymałam sześć Lekkich lakierów do paznokci marki Lily Lolo. Dziś czas na prezentację.


Lekkie, delikatne dla płytki paznokciowej lakiery Lily Lolo (8 ml/42,20 zł) KLIK z formułą 8-free nie zawierają toluenu, DBP, formaldehydu, żywic fenolowo-formaldehydowych, kamfory, parabenów, ftalanów, ksylenów oraz ethyl tosylamide resin. To doskonały wybór dla osób, które szukają bardziej przyjaznej dla organizmu wersji lakieru, aby móc cieszyć się kolorem na paznokciach.
Wzmacniająca formuła pomaga chronić płytkę paznokcia i jednocześnie sprawia, że lakiery nie odpryskują, a samo malowanie jest przyjemne i bezproblemowe. Aplikację ułatwia dość szeroki i giętki pędzelek. Razem z bazą i top coat'em manicure z użyciem lakierów Lily Lolo utrzymuje się u mnie do 5 dni, o czym zdarzają się odpryski.




Do wyboru mamy sześć kolorów. Patrząc od lewej: 9 to 5 to naturalny, stonowany, chłodny beż. Dalej mamy Soft Coral czyli jasny, pudrowy koral czy brzoskwinka - idealny na nadchodzącą wiosnę. Kolejny to Candy Floss, który w moim odbiorze jest cukierkowym, jasnym różem. Następny w kolejce jest Carnival czyli intensywny róż z kroplą buraczka. Temptress to zgaszony, chłodny fiolet. I na koniec wisienka na torcie czyli Miss Scarlet czyli intensywna, jaskrawa czerwień, którą polubiłam niesamowicie! Każdy z odcieni do pełnego krycia wymaga dwóch grubszych warstw.


środa, 15 lutego 2017

Resibo Odżywczy balsam do ciała

Balsamy i masła stale goszczą w mojej kosmetyczce. Nie mam jednego, stałego ulubieńca w tej kategorii, po prostu sięgam po te produkty, na które akurat mam ochotę. Przy wyborze kieruję się także stanem mojej skóry. Parę miesięcy temu marka Resibo wypuściła na rynek swoją nowość czyli Odżywczy balsam do ciała. Używam go od ponad trzech miesięcy i zdaje się, że tuba robi się pusta.


Odżywczy balsam do ciała Resibo (200 ml/59zł) KLIK to kompozycja naturalnych, specjalnie wyselekcjonowanych składników, które łącząc i wzajemnie wzmacniając swoje właściwości odżywiają, regenerują i odbudowują strukturę komórek nawet najbardziej wymagającej skóry. W składzie balsamu przeważają oleje. Olej monoi to składnik, który powstaje przez połączenie oleju kokosowego i ekstraktu z kwiatów gardenii tahitańskiej. Działa na skórę jak opatrunek, natłuszcza, nawilża i wygładza ją. Wykazuje także silne działanie przeciwzapalne i łagodzące, jednocześnie tworząc warstwę chroniącą skórę przed wiatrem i nadmiernym słońcem. Olej kukui, to z kolei źródło kwasów linolowego i linolenowego mających silne działanie wygładzające i łagodzące podrażnienia. Panthenol, czyli prowitamina B5, regeneruje i odbudowuje naskórek, przynosząc skórze ulgę i odpowiednie nawilżenie. Jednak prawdziwą bombą witaminowo-odżywczą jest miodunka plamista, rosnąca na Syberii roślina, bogata w witaminy A, E, B, C oraz karoten, która odżywia skórę, a wzmacniając zachodzące w niej procesy metaboliczne pomaga przywrócić jej naturalne funkcje ochronne. Dodatek naturalnych, pozyskiwanych z poszanowaniem zasad „zielonej chemii”, emolientów sprawia, że balsam tworzy jedwabistą, łatwą do rozprowadzania konsystencję niepozostawiającą uczucia tłustości na skórze.


Balsam do ciała to zazwyczaj produkt dość lekki, szybko wchłaniający się przez co z odżywieniem i długotrwałym nawilżeniem nie ma zbyt wiele wspólnego. W tym przypadku jednak jest inaczej! Balsam Resibo jest lekki i szybko się wchłania, owszem, ale przy tym na długo nawilża, odżywia i sprawia, że nawet mocno sucha skóra nabiera dużo lepszej kondycji. Co do aplikacji to dobrze służy nam tutaj wygodna tuba wykonana z miękkiego plastiku. Design oczywiście pozostaje spójny z pozostałym produktami marki, jest ładnie i miło dla oka. Co ważne, wystarczy odrobina preparatu, aby pokryć nim całe ciało, więc wydajność oceniam mocno na plus. Bardzo ważną kwestią jest także zapach tego balsamu - według mnie chyba tak pachnie powietrze na bezludnej, rajskiej wyspie! Rozkosz dla nosa, zdecydowanie. Wyczuwam tu kokosy, owoce, ale i kwiaty w pudrowym woalu. Podsumowując, odżywczy balsam Resibo to produkt mocno nawilżający i odżywczy, ale przy tym lekki i nietłusty - czyżby ideał w swej kategorii? :)


INCI: Aqua, Glycerin, Cetearyl Alcohol*, Propanediol*, Isoamyl Laurate*, Coco Caprylate/Caprate*, Glyceryl Stearate Citrate*, Aleurites Moluccana Seed Oil, Butyrospermum Parkii Butter, Prunus Amygdalus Dulcis Oil, Cetyl Esters, Caprylic/Capric Triglyceride*, Cocos Nucifera Oil, Crambe Abyssinica Seed Oil, Pulmonaria Officinalis Extract, Gardenia Tahitensis Flower Extract, Panthenol, Tocopherol, Sodium Phytate, Glyceryl Caprylate*, Xanthan Gum, Citric Acid, Dehydroacetic Acid, Benzyl Alcohol, Parfum, Linalool, Hexyl Cinnamal, Citronellol, Coumarin, Limonene, Amyl Cinnamal, Anise Alcohol
*składniki posiadają certyfikat naturalności

http://juicyshop.pl/

niedziela, 12 lutego 2017

Ulubieńcy stycznia

Comiesięczni kosmetyczni ulubieńcy to posty, które czytam z wielką chęcią i zaciekawieniem. Sama jakoś nie tworzyłam jeszcze takich, choć materiał na pewno by się znalazł. Pomyślałam sobie, że szkoda, aby naprawdę fajne produkty, które używam i polecam innym, nie miały swej odsłony tutaj. Zatem wszem i wobec prezentuję Wam dziś ulubieńców stycznia! Będę się starać, aby takie posty pojawiały się na blogu co miesiąc, góra dwa, bo wiadomo, że nic na siłę. Dziś pokażę Wam cztery produkty do pielęgnacji i jeden do makijażu.



Cetaphil MD Dermoprotektor (250 ml/35 zł) to balsam do pielęgnacji twarzy i ciała, choć sama stosuję go tylko do ciała. Doskonale dba o skórę odwodnioną i wrażliwą, odkryłam go w czasie ciąży z polecenia dermatologa, gdy moja skóra była sucha na wiór. Wszelkie podrażnienia czy swędzenie łagodzi pantenol, gliceryna zapewnia nawilżenie, a olej makadamia dostarcza ważnych kwasów tłuszczowych. Produkt jest bezpieczny także dla dzieci już od momentu narodzin, może być stosowany w zabiegach pielęgnacyjnych wtedy, gdy jest taka potrzeba. To balsam, który mam pod ręką zawsze. Jest bezzapachowy, szybko się wchłania i nie pozostawia na ciele tłustej i lepiącej warstwy. Genialnie nawilża i łagodzi! Pomaga się pozbyć miejscowych przesuszeń. Używam go doraźnie, głównie w okresie jesienno-zimowym. Geniusz!


Clinique Liquid Facial Soap Extra Mild (200 ml/ok. 90 zł) to mydło w płynie do cery suchej i bardzo suchej. Parę miesięcy temu dostałam próbkę tego produktu do zakupów i to był przyczynek do nabycia pełnowymiarowego opakowania. Samo mydło to pierwszy krok w systemie pielęgnacyjnym 3 Kroki Clinique. Preparat skutecznie oczyszcza, nie pozbawiając przy tym skóry ochronnej bariery lipidowej. Wygodna pompka pozwala na użycie odpowiedniej ilości produktu. Mydło jest bezzapachowe i ma kremową, lekką konsystencję. Używam go głównie rano, przyjemnie oczyszcza cerę po nocy nie fundując jej ściągnięcia. Jest bardzo wydajne - używam go codzienne rano od czterech miesięcy, a w butelce pozostała jeszcze jakaś 1/3 opakowania. Można by rzec, że to tylko produkt do oczyszczania, ale według mnie to aż taki produkt. Oczywiście zdaję sobie sprawę, że aktualny, bardzo dobry stan mojej cery to wynik stosowania kilku produktów, ale uważam, że Clinique Liquid Soap Extra Mild ma w tym swój udział.


Kolejny styczniowy ulubieniec to maska do twarzy Origins Drink Up Intensive Overnight Mask to Quench Skin's Thirst (100 ml/99 zł). Ten produkt ma miano kultowego, co w ogóle mnie nie dziwi. Poświęcę tej masce osobny post, zasługuje na to! Dziś napiszę tylko, że to mocno nawilżająca maseczka do twarzy, którą należy pozostawić na noc. Olejki z awokado i pestek moreli głęboko i błyskawicznie rozprowadzą po spragnionej nawilżenia skórze zgromadzone rezerwy substancji nawilżających oraz pomogą zbudować zapasy na jutro. Wodorosty z morza japońskiego pomagają naprawić barierę ochronną skóry zapobiegając odwodnieniu w przyszłości i oznakom przedwczesnego starzenia. Skóra budzi się odprężona, odświeżona i jędrniejsza! Do tego ten przyjemny, owocowy zapach, mmm... Mój zimowy must have!


Marka Iossi jest w ostatnim czasie bardzo widoczna w blogosferze. To produkty, które składają się z naturalnych i organicznych olejów i maseł, samodzielnie przygotowywanych ekstraktów roślinnych i olejków eterycznych. Komponenty pochodzą zarówno z rodzimych łąk, jak i z najdalszych zakątków świata. Więcej o samej marce napiszę innym razem. Dziś skupię się na Serum rozświetlającym - dzika róża, geranium, cyprys, witamina E i C (30 ml/89 zł) KLIK. To esencjonalne serum w formie lekkiego olejku, które wzmacnia ścianki naczyń krwionośnych, skutecznie odżywia, i widocznie poprawia kondycję oraz koloryt skóry. Już po kilku dniach można dostrzec, że skóra jest gładka, dogłębnie zregenerowana i rozświetlona! Wyjątkowy zapach serum (kwiatowe z nutą róży) to zasługa olejku z geranium, który rozbudza zmysły przygotowując je na wyzwania nadchodzącego dnia. Szybkie wchłanianie niemal do matu (aplikacja na wilgotną od toniku cerę) to ogromny plus tego preparatu.  W składzie znajdziemy m.in: olej z dzikiej róży - remedium dla skóry suchej i spiętej, skwalan - zapobiegający przedwczesnemu starzeniu się skóry, naturalny środek zmiękczający i łagodzący oraz olejek cyprysowy, który poprawia ukrwienie oraz gospodarkę wodną skóry, a ponadto koi i działa relaksująco. Stosuję to serum ponad miesiąc, codziennie rano i rzeczywiście cera jest rozświetlona, gładka i miękka. Serum rozświetlające Iossi to naprawdę produkt godny polecenia!


Na koniec tusz do rzęs, który towarzyszy mi od kilku lat, bez przerwy! Jedno opakowanie kończę i zaraz kupuję następne. Ten tusz to L'Oreal Volume Million Lashes So Couture (9 ml/ok. 30 zł). Produkt precyzyjnie pokrywa rzęsy od nasady po końce, nadając im pożądaną objętość i długość. Zawarte w mascarze czarne pigmenty nadają rzęsom nasycony odcień intensywnej, głębokiej czerni. Dzięki specjalnej niezwykle gęstej, elastomerowej szczoteczce rzęsy nie sklejają się, są idealnie rozdzielone. Nie mam porównania z tuszami z półki selektywnej, ale mimo to cenię sobie ten tusz bardzo i póki co nie mam ochoty na zmianę! Do tego tusz nie osypuje się, nie rozmazuje, trwając na rzęsach cały dzień.

Znacie moich ulubieńców? Co zachwyciło Was w styczniu?

środa, 8 lutego 2017

Moja zimowa pielęgnacja ust

Zimowe chłody, wiatry i mrozy to trudny czas dla mojej skóry, zarówno twarzy jak i ciała. W tym okresie o wiele łatwiej o odwodnienie, miejscowe przesuszenia czy podrażnienia. Szczególnej pielęgnacji wymagają także usta. Dziś kilka słów na temat preparatów, które towarzyszą mi tej zimy. Mamy tutaj dwa balsamy w słoiczkach czyli kultowy "miodek" Nuxe z serii Reve de Miel oraz żurawinowy balsam do ust Mokosh, olejek do ust Clarins i balsam do ust w tubce Madara Plum Plum. Świadomie nie umieściłam w tym zestawieniu peelingu do ust. Po prostu nie potrzebuję go w  tym sezonie, nie borykam się z suchymi skórkami. Czy produkty ze zdjęcia odpowiednio zabezpieczają moje usta przed czynnikami zewnętrznymi? Odpowiedź poniżej.



Balsam do ust Madara Plum Plum (15 ml/41,90 zł) KLIK to dość gęsta, bladoróżowa formuła oparta o głęboko nawilżający olej jojoba, bogate i odżywcze masło shea, i regenerujący olej śliwkowy. Dzięki właściwościom odmładzającym, idealnie sprawdza się do suchych ust – zniszczonych w skutek działania słońca, wiatru i zimna. Pełen witamin i składników odżywczych olej śliwkowy nawilża i odżywia usta, bez obciążania, dodając objętości i wyrazu. Pachnie cudnie, bo to kompozycja soczystej śliwki i żurawiny z domieszką wanilii, migdałów i marcepana. Balsam nałożony na usta nadaje im lustrzanego blasku, nie barwi na żaden kolor. Mimo, że na wargach przyjmuje bardziej płynną postać to nie migruje poza ich kontur. Na ustach utrzymuje się jakieś pół godziny, po czym w nie wnika i pozostawia nawilżone i gładkie. W smaku jest słodki :) Lubię zabierać go na zewnątrz, bo banalnie prosto aplikuje się go z tubki. To bardzo dobry produkt, o dobrym, naturalnym składzie i idealnym zapachu! Polecam go gorąco!

INCI: Ricinus Communis (Castor) Oil*, Simmondsia Chinensis (Jojoba) Seed Oil*, Cera Alba (Beeswax)*, Sorbitan Olivate, Butyrospermum Parkii (Shea) Fruit Butter*, Prunus Domestica (Plum) Seed Oil, Aroma, Tocopherol (Vitamin E), Cocos Nucifera (Coconut) Oil*, Propolis Extract*, Hippophae Rhamnoides (Sea buckthorn) Fruit Extract *, Chamomilla Recutita (Camomile) Flower Extract*, Calendula Officinalis (Calendula) Flower Extract*, Stevia Extract, CI 77491 (Iron Oxide)***, Limonene**, Linalool**, Citral**, Geraniol**.
* z rolnictwa ekologicznego
** naturalne olejki eteryczne,
*** czyste mineralne pigmenty


Moja kolejna propozycja to marka Mokosh i Naturalny, żurawinowy balsam do ust (15 ml/45 zł) KLIK, stworzony na bazie wyjątkowych składników, między innymi hipoalergicznej lanoliny, masła shea i oleju jojoba oraz oleju z krokosza barwierskiego. Produkt rozpieszcza subtelnym, cukierkowym aromatem i doskonałą konsystencją. Dzięki zawartości witaminy E, zwanej witaminą młodości, neutralizuje działanie wolnych rodników. Naturalny, mineralny barwnik podkreśla naturalną czerwień ust. Balsam nie migruje poza kontur. Na ustach utrzymuje się jakieś czterdzieści minut, po czym w nie wnika i pozostawia nawilżone i otulone. Po kilku aplikacjach usta są nawilżone i zregenerowane, a sucha skóra i popękana skóra ust zregenerowana. Tego słoiczka używam głównie w domu, z wiadomych powodów. Brawo Mokosh, ten balsam to bardzo fajna opcja na naturalną, a przy okazji upiększającą pielęgnację ust!

INCI: Lanolin***, Squalane**, Carthamus Tinctorius (Safflower) Seed Oil, Simmondsia Chinensis (Jojoba) Seed Oil*, Butyrospermum Parkii (Shea) Butter*, Cera Alba, Tocopheryl Acetate, Parfum, Limonene, Mica****, Titanium Dioxide****, Tin Dioxide****, Tocopherol
* Certyfikowany surowiec organiczny
** Surowiec pochodzenia roślinnego
*** Surowiec hipoalergiczny
**** Składnik mineralny


Następny w kolejce jest olejek do ust Clarins czyli Instant Light Lip Comfort Oil (6,5 ml/89 zł). To rewolucyjna, bogata w wysoko skuteczne składniki roślinne formuła, która została zainspirowana najlepiej sprzedającymi się olejkami Clarins - Face and Body Treatment Oils. Ten żelowy, o nieklejącej się konsystencji olejek, o subtelnym kolorze, odżywia usta, nadając im lśniący blask. Moja wersja to red berry, cechuje ją ultradelikatny, owocowy zapach i szklisty, lekko czerwony kolor. Komfort, przyjemność i łatwość stosowania zapewnia aplikator w formie otulającej usta, miękkiej gąbki. Olejek mam zawsze w torebce, używam go bardzo często, bo znakomicie pielęgnuje usta, a przy tym delikatnie je upiększa. Preparat trwa na ustach jakieś dwie godziny bez jedzenia i picia. Potem wnika w wargi i pozostawia je pełne i nawilżone. Ten olejek to świetny produkt, będę do niego wracać!

INCI: Polyglyceryl-2 ISO-Sterate/Dimer Dilinoleate COP-Lymer - Dilinoleic Acid/Propanediol Copolymer - Simmondsia Chinensis Seed Oil (Jo Joba) - Corylus Avellana Seed Oil (Hazel) - Prunus Insititia Seed Oil - Parfum/Fragrance - Vanillin - Tocopheryl Acetate - Ammonium Glycyrrhizate - Capsicum Annuum Fruit Extract6 - Helianthus Annuus Seed Oil (Sun Flower) - Rosmarinus Officinalis (Rosemary) - Leaf Extract


I na koniec ultrakomfortowy balsam do ust Nuxe Reve de Miel (15 g/około 40 zł). Mój różowy słoiczek to wersja limitowana Glam, z tym, że zawartość jest na szczęście bez zmian! Ten balsam do ust to prawdziwy bestseller marki Nuxe, co wcale mnie nie dziwi! Preparat zawierający miód i szlachetne olejki, wywiera dobroczynny wpływ na skórę: odżywia, regeneruje, koi i chroni nawet najbardziej wysuszone i zniszczone usta. Jego aksamitna konsystencja i miodowy aromat ze świeżą nutką grejpfruta sprawi, że usta staną się zadbane w mig! Stosuję ten produkt głównie na noc, czasem w ciągu dnia. Forma słoiczkowa to u mnie oczywiście opcja używania w domu. Szerzej pisałam o tym "miodku" ponad trzy lata temu KLIK, tam znajdziesz także pełen skład. W każdym bądź razie balsam do ust Nuxe to mój niezbędnik, zawsze mam go w domu i cenię jego działanie bardzo. Uwielbiam za zapach, konsystencję i przede wszystkim działanie - nawilża, odżywia, koi i łagodzi. Spotkałam się z głosami, że podobny produkt znajduje się w ofercie marki Tisane. Sprawdziłam i to niestety zupełnie się z tym nie zgadzam! Nuxe to Nuxe.

Jakie są Twoje zimowe preparaty do pielęgnacji ust? Co polecasz? Znasz moje propozycje?


niedziela, 5 lutego 2017

Phenomé Exfoliating facial paste

Kilka miesięcy temu powróciłam po długiej przerwie do stosowania peelingów mechanicznych. W międzyczasie stosowałam jedynie te enzymatyczne, bo mechaniczne powodowały u mnie podrażnienia. Sytuacja uległa jednak poprawie, z czego bardzo się cieszę. Aktualnie stawiam na preparaty eksfoliujące dobrych, naturalnych marek z delikatnymi drobinami ściernymi. Od miesiąca używam Exfoliating facial paste marki Phenomé, zapraszam Cię dziś na recenzję tego produktu.


Exfoliating facial paste (125 ml/129 zł lub 10 ml/24 zł) KLIK czyli peeling do twarzy w postaci pasty to zgodnie z obietnicą producenta doskonały preparat oczyszczający, polecany do każdego rodzaju skóry. Skutecznie usuwa zanieczyszczenia oraz martwe komórki naskórka, odblokowuje pory, pozwalając skórze na lepszą absorpcję składników aktywnych Twojego ulubionego kremu. Zawiera organiczny puder z ryżu oraz drobinki zmielonego kwarcu, które doskonale radzą sobie z usuwaniem suchych i zrogowaciałych fragmentów naskórka. Specjalnie dobrane aktywne kompleksy roślinne oraz organiczne oleje z pierwszego tłoczenia działają łagodząco i odżywczo na skórę. Naskórek pozostaje aksamitnie gładki i miękki w dotyku, idealnie przygotowany do kolejnych zabiegów pielęgnacyjnych.
Składniki aktywne:
  • wody roślinne: cytrynowa, różana - dostarczają skórze niezbędnych witamin i minerałów; 
  • biała glinka - działa oczyszczająco i ściągająco; 
  • organiczny proszek ryżowy, drobinki zmielonego kwarcu - naturalne substancje złuszczające martwe komórki naskórka; 
  • olej jojoba - tworzy na skórze cienki, lipidowy film, chroni i odżywia; 
  • oleje: kokosowy, ze słodkich migdałów - nawilżają, zmiękczają, wygładzają naskórek; 
  • ekstrakty: z papai, ananasa - wykazują właściwości nawilżające i kondycjonujące, pobudzają do regeneracji; 
  • ekstrakt z liści oczaru wirginijskiego - działa wzmacniająco i przeciwzapalnie, wykazuje własności antyoksydacyjne;
  • wyciągi: z mięty i kwiatów rumianku - działają łagodząco, odświeżająco; 
  • ekstrakty: ze skórki pomarańczy i grejpfruta - delikatnie pobudzają, odświeżają i tonują, działają przeciwutleniająco;


Wygodny w użytkowaniu słoik z ciemnego szkła skrywa w sobie średnio gęstą, beżową pastę o roślinnym, delikatnym aromacie. Należy nałożyć około jednej łyżeczki produktu na zwilżoną twarz, omijając okolice oczu, masować kilkanaście sekund, po czym spłukać wodą. Sama aplikacja i masaż przebiegają bardzo przyjemnie, nic nie szczypie. Drobiny ryżu i kwarcu fundują skórze twarzy przyjemny masaż. Biała glinka, którą moja cera uwielbia, genialnie oczyszcza pory i lekko je ściąga. Mimo, że to pasta peelingująca, to zawarte w niej oleje już na etapie peelingu odżywiają i koją! Po spłukaniu produktu wodą ukazuje się jaśniejsza, gładsza i miękka w dotyku cera. Uwielbiam ten efekt! 125 ml tej pasty na pewno długo mi posłuży, co dodatkowo mnie cieszy. Polecam bardzo wypróbować tę pastę. Wiesz przecież, że bez regularnego złuszczania martwego naskórka nawet najlepsza pielęgnacja na niewiele się zda?


INCI: Citrus Medica Limonum (Lemon) Peel Water**, Rosa Centifolia Flower Water**, Dicaprylyl Carbonate**, Dicaprylyl Ether**, Kaolin**, Oryza Sativa (Rice) Powder*, Glycerin**, Glyceryl Stearate**, Cocos Nucifera (Coconut) Oil*, Macadamia Ternifolia Seed Oil / Macadamia Integrifolia Seed Oil*, Simmondsia Chinensis (Jojoba) Seed Oil*, Cetearyl Glucoside**, Cetearyl Alcohol**, Prunus Amygdalus Dulcis (Sweet Almond) Oil *, Sodium Stearoyl Glutamate**, Citrus Paradisi (Grapefruit) Fruit Extract**, Ananas Sativus (Pineapple Plant) Fruit Extract**, Hibiscus Sabdariffa Flower Extract**, Hamamelis Virginiana Leaf Extract**, Cedrus Atlantica Bark Extract**, Mentha Piperita (Peppermint) Extract**, Carica Papaya Fruit Extract*, Citrus Aurantium Dulcis (Orange) Peel Extract*, Chamomilla Recutita (Matricaria) Flower Extract*, Vaccinium Myrtillus Fruit Extract**, Tocopherols**, Aqua**, Parfum*, Dehydroacetic Acid, Benzyl Alcohol, Pumice**, Geraniol***, Limonene***, Linalool***

*Certified Organic, **Natural Raw Materials, ***Components of Natural Essential Oils

piątek, 3 lutego 2017

Kneipp Aromatyczne płyny do kąpieli Na dobranoc i Przytulna kąpiel

Zima to czas kiedy chętniej zanurzam się w wannie pełnej ciepłej wody. Lubię się dogrzać w ten chłodny czas. Lubię też kąpieloumilacze w postaci kul, olejków, płynów, proszków. Jakiś czas temu otrzymałam dwa płynu do kąpieli marki Kneipp o nazwach Na dobranoc i Przytulna kąpiel. To iście zimowe i rozgrzewające aromaty!



Aromatyczny płyn pielęgnujący do kąpieli Na dobranoc Kneipp® (400 ml/ok. 25 zł) zawiera naturalny lawendowy olejek eteryczny i ekstrakt waniliowy, które roztaczają łagodnie harmonizujący aromat, pobudzający do marzeń i nastrajający do odprężającego snu. Natłuszczający olejek wiesiołkowy chroni skórę przed wysuszeniem.
Połączenie odprężającego zapachu, intensywnego koloru i trwałej piany sprawia, że  kąpiel z tym płynem jest bardzo przyjemna i relaksująca! Produkt, mimo intensywnie niebieskiego koloru, nie brudzi wanny. Co dla mnie ważne, płyn nie przesusza mojej suchej skóry.
INCI: Aqua (Water), Sodium Laureth Sulfate, Cocamidopropyl Betaine, PEG-18 Glyceryl Oleate/Cocoate, Coco Glucoside, PEG-40 Sorbitan Peroleate, Lavandula Angustifolia (Lavender) Oil, Lavandula Hybrida Oil, Vanilla Planifolia (Vanilla) Fruit Extract, Oenothera Biennis (Evening Primrose) Oil, Citrus Aurantium Dulcis (Orange) Peel Oil, Linalool, Limonene, Coumarin, Sodium Levulinate, Sodium Anisate, Parfum (Fragrance), Glycerin, Citric Acid, Tocopherol, CI 16255, CI 28440, CI 42090.


Delikatnie rozgrzewający i odprężający Aromatyczny płyn pielęgnujący do kąpieli Kneipp® Przytulna kąpiel (400 ml/ok. 25 zł) z naturalnymi olejkami eterycznymi z imbiru i kardamonu daje przyjemne uczucie ciepła i bezpieczeństwa. Naturalnie natłuszczający olejek makadamia i wysokowartościowy ekstrakt z miodu pielęgnują skórę, pozostawiając miłe i ciepłe odczucie. Połączenie odprężającego zapachu, intensywnego koloru i trwałej piany sprawia, że kąpiel jest jeszcze lepsza niż z płynem Na dobranoc! Aromat płynu jest mocno imbirowy i słodki, bardzo otulający. Podobnie jak poprzedni płyn, ten nie brudzi wanny i nie przesusza skóry. Polecam na jesienno-zimowy czas!
INCI: Aqua (Water), Sodium Laureth Sulfate, Cocamidopropyl Betaine, PEG-40 Sorbitan Peroleate, Coco Glucoside, Glycerin, PEG-18 Glyceryl Oleate/Cocoate, Zingiber Officinale (Ginger) Root Oil, Elettaria Cardamomum Seed Oil, Macadamia Ternifolia Seed Oil, Honey Extract, Eucalyptus Globulus Leaf Oil, Citrus Aurantium Dulcis (Orange) Peel Oil, Helianthus Annuus (Sunflower) Seed Oil, Geraniol, Limonene, Linalool, Citral, Sodium Levulinate, Sodium Anisate, Parfum (Fragrance), Citric Acid, Hydrogenated Palm Glycerides Citrate, Tocopherol, CI 15985, CI 10020.
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...
SZABLON BY: PANNA VEJJS.