środa, 16 października 2013

Nuxe Huile Prodigieuse OR

Lato minęło, zbyt szybko jak dla mnie. Dziś o produkcie już chyba kultowym, który z powodzeniem towarzyszył mi codziennie podczas ciepłych miesięcy. Zapraszam na moją recenzję wielofunkcyjnego olejku Nuxe ze złotymi drobinkami.
Według Nuxe ten suchy olejek z drobinkami złota, o zawartości 95,2% składników pochodzenia naturalnego, to nowatorskie połączenie 30% szlachetnych olejków roślinnych i witaminy E – tak skomponowana formuła odżywia, odnawia i zmiękcza skórę twarzy, ciała i włosy. Skóra twarzy i ciała staje się gładka i jedwabista. Włosy nabierają elastyczności, miękkości i połysku. Zmysłowe drobinki złota delikatnie się mienią, rozświetlając skórę przy najmniejszym ruchu. Nowatorska formuła zawierająca wysokie stężenie 6 szlachetnych olejków roślinnych (z ogórecznika, dziurawca, słodkich migdałów, kamelii, orzechów laskowych i orzechów makadamia) oraz witaminę E: ten prosty w stosowaniu preparat do całościowej pielęgnacji szybko się wchłania, pozostawiając gładką i jedwabistą skórę oraz błyszczące, miękkie włosy. Mieniące się drobinki złota zawarte w preparacie rozświetlą cerę i włosy, nadając im subtelne złociste refleksy. Olejek nie zawiera konserwantów.
Suchy olejek z drobinkami złota można nakładać na twarz, ciało i włosy. Kosmetyk można stosować przez cały rok, zarówno w lecie, jak i w zimie. Idealny kosmetyk po opalaniu – nadaje niepowtarzalny odcień i blask opalonej skórze. 

O olejku Nuxe krążą legendy, jaki to on wspaniały, pachnący i pielęgnujący :) Nie byłabym sobą, gdybym nie sprawdziła tego na własnej skórze. W jednej z aptek internetowych, które sprzedają na allegroszu, zamówiłam zestaw, w skład którego wchodziły olejek Nuxe OR 50 ml, olejek bez drobin 10 ml i miniatura kremu nawilżającego również z serii Prodigieuse 15 ml. Za całość zapłaciłam coś około 50 zł.
Rozpoczęłam testowanie i przyznam się od razu, że olejek OR przypadł mi do gustu już po pierwszym użyciu. Zaznaczę na początku, że używam olejku jedynie do ciała, chociaż myślę, że odrobina na włosach mogłaby faktycznie nabłyszczyć fryzurę. Otóż olejek rzeczywiście jest suchy, wchłania się błyskawicznie i pozostawia na skórze delikatną, złotą poświatę. Absolutnie nie jest to złoty brokat, który migruje po całym ciele i ubraniach. Kolejna kwestia to wspaniały zapach, delikatny, myślę, że jaśminowy, który dość długo utrzymuje się na ciele. Olejek bardzo przyjemnie zmiękcza i nawilża skórę. Produkt jest bardzo, bardzo wydajny. Używałam go kilka miesięcy, niemal codziennie i zużyłam może 15% olejku. Aktualnie przestałam go używać z uwagi na to, że mój codzienny strój zakrywa już ciało po szyję i jakoś tak śmiesznie traktować się olejkiem z rozświetlającymi drobinkami pod ubranie. Czekam zatem do wiosny :) Aktualnie używam miniaturę tradycyjnej wersji i kupię z pewnością pełnowymiarowe opakowanie. Cóż tu więcej mówić, olejek Nuxe, zarówno ten w wersji OR jak i tradycyjnej, polecam Wam bardzo gorąco!




INCI: ISOPROPYL ISOSTEARATE*, MACADAMIA TERNIFOLIA SEED OIL*, DICAPRYLYL ETHER*, COCO-CAPRYLATE/CAPRATE*, PRUNUS AMYGDALUS DULCIS (SWEET ALMOND) OIL*, CORYLUS AVELLANA (HAZEL) SEED OIL*, MICA*, CAMELLIA OLEIFERA SEED OIL*, SILICA, PARFUM/FRAGRANCE, TOCOPHEROL*, CI 77891/TITANIUM DIOXIDE*, BORAGO OFFICINALIS SEED OIL*, OLEA EUROPAEA (OLIVE) FRUIT OIL*, CI 77491/IRON OXIDES*, HELIANTHUS ANNUUS (SUNFLOWER) SEED OIL*, ROSMARINUS OFFICINALIS (ROSEMARY) LEAF EXTRACT*, HYPERICUM PERFORATUM FLOWER/LEAF/STEM EXTRACT*, SOLANUM LYCOPERSICUM (TOMATO) FRUIT/LEAF/STEM EXTRACT*, CAPRYLIC/CAPRIC TRIGLYCERIDE, BENZYL SALICYLATE, BUTYLPHENYL METHYLPROPIONAL, CITRONELLOL, GERANIOL, HYDROXYCITRONELLAL, LIMONENE, LINALOOL [N1006/E].
* pochodzenia naturalnego.

poniedziałek, 14 października 2013

Nówelaski

Dziś szybki post zakupowy czyli o tym, co w ostatnim czasie zasiliło moje kosmetyczne zbiory. Przyznaję, że dałam się wciągnąć w trzy zniżkowe akcje, które miały miejsce podczas ostatnich dwóch weekendów. Zakupy były jednak przemyślane i nie nabyłam niczego zbytecznego ;)


  

Masła Flos-Lek chciałam wypróbować od dawna. W Rossmannie napatoczyłam się na cenę o połowę niższą niż standardowa, więc masło wanilia i czekolada wpadło do koszyka. Orzeźwiający tonik oczyszczający z linii Ideal Fresh L'Oreal używam od czasu do czasu celem poskromienia nieprzyjaciół. Z nowych propozycji lakierowych Wibo spodobały mi się dwa ciemne lakiery. Granat jest piękny, głęboki, a piasek mieni się przyjemnie w słońcu.
 
 
W mintishop.pl kupiłam pędzel Hakuro H24 przeznaczony do nakładania różu (swego czasu rekomendowała go Dezemka) oraz sprawdzony tusz do rzęs Max Factor False Lash Effect.

 
Dwa glittery i złoty piasek z p2 kupiłam już jakiś czas temu w drogerii cytrynowa.pl. Piasek bardzo przypadł mi do gustu, czego niestety nie mogę powiedzieć o glitterach.

 
Skorzystałam z 20% zniżki w Sephorze i kupiłam dwie maski do twarzy Korres - oczyszczającą z granatem i rozświetlająca z dziką różą. Przy okazji do koszyka wpadł balsam do ust Yes To Carrots w kolorze rosy bloom.
 

20% rabat był dostępny również w Marrionaud. Nabyłam piękny róż Hot Mama marki The Balm, pierwsze testy już za mną i jestem z niego bardzo zadowolona.
 
 
Ostatnie zakupy z 20% zniżką poczyniłam w sklepie homedelight.pl. Kupiłam naturalne w składzie masło do ciała i olejowy peeling cukrowy marki Bomb Cosmetic, a prócz tego woski YC.
 
Znacie moje nowe nabytki? Jesteście szczególnie ciekawe któregoś produktu?
 

 

sobota, 12 października 2013

Yankee Candle!

Ostatnio w blogosferze można zaobserwować wysyp postów w temacie Yankee Candle. Ten temat był mi zupełnie obcy. Świeczki zapachowe lubię, owszem, kilka razy w roku robiliśmy większe zaopatrzenie w Ikei, na tym koniec.
Jakieś dwa tygodnie temu postanowiłam jednak wypróbować te osławione woski. Zamówiłam kominek i kilka zapachów na początek. No i co? Wpadłam w to jak śliwka w kompot! Odpalamy kominek co wieczór, co dwa, trzy dni zmieniamy zapach. Póki co mam ochotę na więcej i więcej :)



Kominek i woski kupiłam w sklepie internetowym HomeDelight. Panie ze sklepu są bardzo miłe, a wysyłka błyskawiczna. Produkty były porządnie zapakowane.

Znacie produkty Yankee Candle? Polecacie coś szczególnie? 

środa, 9 października 2013

Phenome Regenerating hand balm

Mam bzika na punkcie smarowideł do dłoni! Nienawidzę uczucia szorstkości i ściągnięcia skóry, dlatego kremy/balsamy do rąk towarzyszą mi na każdym kroku - mam je w łazience, w kuchni, w sypialni, w torebce, w biurku w pracy, itd... Wymagam od tych kosmetyków dużo. Przede wszystkim szukam długotrwałego nawilżenia, uelastycznienia skóry i odżywienia. W pracy potrzebuję czegoś, co szybko się wchłania, co by nie przykleić się do klawiatury :) W domu mogę używać nieco cięższych formuł. Tyle słowem wstępu. Dziś o regenerującym balsamie do dłoni od Phenome, który towarzyszy mi od kilku tygodni.



Balsam zamknięto w 50 ml metalowej tubce z plastikową zakrętką. Wszelkie informacje znajdujące się na opakowaniu są w języku angielskim. Wygląd zewnętrzny produktu bardzo do mnie przemawia, jest skromny, ale przy tym konkretny. Aksamitny balsam o bogatej i odżywczej konsystencji przeznaczony jest do codziennej pielęgnacji suchej skóry dłoni. Oparty na bazie ekologicznych wód roślinnych oraz organicznych substancji czynnych i olejów roślinnych „extra virgin", które są bogatym źródłem nienasyconych kwasów tłuszczowych oraz witamin o działaniu wzmacniającym. Doskonale nawilża skórę, wspomagając proces regeneracji i odnowy naskórka. Dobrze się wchłania, zapewniając dłoniom niewyczuwalny film chroniący przed nadmiernym przesuszeniem oraz negatywnym działaniem czynników zewnętrznych.

Skład w 98,5% stanowią składniki naturalne zgodne ze standardami produkcji kosmetyków organicznych i naturalnych:
  • woda migdałowa - dostarcza skórze niezbędnych witamin i minerałów,
  • olej ze słodkich migdałów - nawilża, zmiękcza, wygładza naskórek,
  • olej buriti - nawilża, wygładza, koi, działa antyoksydacyjnie,
  • miód - regeneruje, wspomaga procesy naprawcze, łagodzi podrażnienia,
  • masło shea - optymalnie nawilża, zmiękcza i wygładza skórę, wykazuje własności naprawcze i łagodzące,
  • oleje: makadamia i awokado - nawilżają, zmiękczają, wygładzają naskórek,
  •  ekstrakt z owsa - odpowiada za właściwe odżywienie, nawilżenie, wykazuje funkcje naprawcze, łagodzące i przeciwzapalne,
  • ekstrakt ze skórki cytryny - dodaje witalności i odświeża, 
  • naturalna kompozycja zapachowa o migdałowej nucie wzbogaconej odrobiną wanilii i orzecha laskowego, otula łagodnym i ciepłym aromatem, uprzyjemniając pielęgnację.
Balsam do dłoni pochodzi z linii Milky Almond przeznaczonej do skóry suchej i bardzo suchej. Produkty z tej serii intensywnie nawilżają i natłuszczają naskórek, odbudowują jego warstwę hydrolipidową, niwelują szorstkość i efekt nieprzyjemnego ściągnięcia, wygładzają, łagodzą i regenerują. Skóra błyskawicznie odzyskuje komfort i odprężenie, staje się elastyczna, delikatna i aksamitna w dotyku. Prócz balsamu do dłoniznajdziemy w tej serii pastę peelingującą do ciała, migdałową emulsję do mycia ciała, regenerujące masło do ciała, migdałową oliwkę do kąpieli i migdałowo-miodowy żel do mycia rąk. W moich zbiorach znajduje się również wspomniane masło do ciała, o którym niebawem :)


Zapach kremu jest przyjemny, migdałowy, a konkretniej kojarzy mi się z parzeniem i obieraniem migdałów z brązowej skórki. Utrzymuje się dość długo na skórze. Konsystencja jest dość gęsta, ale przyjemnie się rozprowadza i szybko wchłania.


Słowo "regenerujący" w nazwie produktu znaczy dla mnie sporo, rozumiem przez to, że balsam będzie prawdziwym zastrzykiem substancji, które pomogą odzyskać moim dłoniom bardzo dobry stan. Używam tego produktu od kilku tygodni i trzeba mu oddać, że jest bardzo wydajny. Mimo swojej małej, bo 50 ml, pojemności wciąż pozostało go sporo. Stan moich dłoni nie jest zły, tak jak pisałam na początku, dbam o nie bardzo. Balsam regenerujący Phenome z serii Milky Almond jest bardzo przyjemny w stosowaniu, dłonie po jego zastosowaniu stają się miękkie, nawilżone i gładkie. Produkt nie pozostawia na skórze tłustej warstwy i wchłania się niemal w całości. Wsmarowuję balsam w dłonie minimum trzy razy dziennie, będąc już w domu po pracy. Polubiłam ten produkt, choć nie ukrywam, że nie powalił mnie na kolana. Brakuje mi chyba bardziej długotrwałego efektu nawilżenia, które utrzymywałoby się dłużej niż tylko do kolejnego mycia rąk.

Kupiłam ten balsam podczas jesiennej promocji w sklepie internetowym Phenome za 35 zł, jego regularna cena to 50 zł. Produkty Phenome dostępne są również w wybranych perfumeriach Douglas.

Znacie ten balsam do dłoni? Jakie są Wasze wrażenia? Czekam również na Wasze propozycje sprawdzonych balsamów/kremów do rąk.

INCI: Prunus Amygdalus Dulcis (Sweet Almond) Fruit Water**, Glycerin**, Dicaprylyl Carbonate**, Cocos Nucifera (Coconut) Oil*, Macadamia Ternifolia Seed Oil / Macadamia Integrifolia Seed Oil*, Glyceryl Stearate**, Isopropyl Palmitate**, Prunus Amygdalus Dulcis (Sweet Almond) Oil*, Butyrospermum Parkii (Shea Butter)*, Shorea Stenoptera Seed Butter*, Stearic Acid**, Glyceryl Stearate Citrate**, Persea Gratissima (Avocado) Oil*, Hydrogenated Vegetable Oil*, Aqua**, Panthenol, Citrus Medica Limonum (Lemon) Peel Extract*, Carica Papaya Fruit Extract*, Tocopherols**, Dehydroacetic Acid, Parfum**, Xanthan Gum**, Vaccinium Myrtillus Fruit Extract**, Hydrolyzed Wheat Protein**, Castanea Sativa (Chestnut Tree) Seed Extract**, Avena Sativa (Oats) Kernel Extract**, Triticum Vulgare (Wheat) Germ Extract**, Tocopheryl Acetate, Mauritia Flexuosa (Buriti) Fruit Oil**, Mel**, Sodium Phytate**, Benzyl Alcohol, Caramel**, Geraniol***, Limonene***, Linalool***.

niedziela, 6 października 2013

Bioliq Intensywne serum rewitalizujące

Dziś bez zbędnego wstępu szybka recenzja serum do twarzy, które niedawno pojawiło się w aptekach - mowa o Intensywnym serum rewitalizującym Bioliq. Ciekawe? Zapraszam do poczytania :)




Serum otrzymujemy w eleganckiej szklanej butelce z matowego szkła z pipetą. Buteleczka zapakowana była w papierowy kartonik, na którym znajdują się wszelkie niezbędne informacje. Szata graficzna serum przypadła mi do gustu. Kupiłam swój egzemplarz w jakiejś aptece na allegroszu za około 20 zł. 



Bioliq to linia dermokosmetyków, których substancje czynne otrzymywane są w wyniku ekstrakcji, pozwalającej  na skuteczne zachowanie ich unikalnych właściowści. Preparat zawiera ekstrakt z kawioru (Acipenser Spp.), który jest bogatym źródłem protein, lipidów, witamin i minerałów. Dzięki temu serum intensywnie stymuluje rewitalizację skóry: aktywnie regeneruje, nawilża i odżywia, co znacząco poprawia jej wygląd i kondycję. Dzięki obecności skadnkia aktywnego, wyizolowanego z korzeni tarczycy bajkalskiej, poprawia jędrność i elastyczność, jednocześnie hamując starzenie komórek skóry na drodze enzymatycznej, poprzez zwiększenie liczby podziałów komórkowych. Odziałując na metabolizm preadipocytów i adipocytów, znacząco redukuje podwójny podbródek, co widocznie wpływa na kontur twarzy. Dodatkowo wyrównuje koloryt skóry, rozjaśniając przebarwienia i niewielkie plamki. Serum skierowane jest do szerokiej grupy odbiorców - nie wskazano docelowej grupy wiekowej czy konkretnego typu cery. Nabyłam to serum z ciekawości i spodziwałam się naprawdę porządnego działania, tym bardziej, że producent obiecuje naprawdę sporo.
Zapach serum jest bardzo przyjemny, świeży, naturalny. Konsystencja żelowa.


Serum jest mało wydajne. Stosuję je rano i wieczorem pod krem. Jak serum działa na moją skórę? Otóż nawilża ją i delikatnie napina. Serum nie spowodowało również wysypu nieprzyjaciół, także duży plus. Podwójnego podbródka póki co nie mam, więc w tym temacie się nie wypowiem ;) Obcy jest mi również problem przebarwień, także nie wiem jak produkt działa pod tym kątem. Mówiąc ogólnie, polubiłam to serum i zakładam w przyszłości powrót, bowiem po skończeniu tego egzemplarza poszukam z czystej ciekawości czegoś innego. To porządny produkt w przyjaznej cenie.

Znacie produkty Bioliq? Podzielcie sie proszę swoimi faworytami w kategorii serów.

INCI: Aqua, Glycerin / Butylene Glycol / Carborner / Polysorbate 20 / Palmitoyl Oligopeptide / Palmitoyl Tetrapeptide-7 / Sodium Lactate, Glycerin / Coco-Glucoside / Caprylyl Glycol / Alcohol / Glaucine, Propylene Glycol / Glycerin / Hydrolyzed Caesalpinia Spinosa Gum, Propandeiol / Scutellaria Baicalensis Extract, Glycerin / Hypoxis Rooperi Rhizome Extract / Caesalpinia Spinosa Gum, Polysorbate 80, Propylene Glycol / Caviar Extract, Acrylates / C10-30 Alkyl Acrylate Crosspolymer, Sodium Hydroxide, Disodium EDTA, Benzyl Alcohol / Metylchloroisothiazolinone / Methylisothiazolinone, Lactic Acid, Parfum.

czwartek, 3 października 2013

Collistar Talasso-Scrub Anti-Acqua

Bardzo lubię stosować peelingi do ciała, bardzo. Swą przygodę z tym etapem pielęgnacji zaczęłam od produktów delikatnych, głównie w formie żelu. Kolejno zaczęłam poszukiwać swego ideału wśród pozycji, w których za ścieranie martwego naskórka odpowiada cukier. W tej grupie mam kilka ulubionych, jednak o tym innym razem. Dziś chciałabym Wam opowiedzieć o peelingu solnym, na który zdecydowałam się kilka miesięcy temu. Kupiłam go pełna obaw czy nie będzie dla mnie zbyt intensywny w działaniu. Dzisiejszy post to recenzja Talasso-Scrub Anti-Acqua od Collistar.


Peeling otrzymujemy w 300 g słoiku z grubego, przezroczystego plastiku, wszystko jest tutaj porządne, nic się nie ściera, nie łamie. Pod zieloną zakrętką kryło się dodatkowo foliowe zabezpieczenie. Słoik był zapakowany w kartonik ze wszystkimi niezbędnymi informacjami, również w języku polskim. 



Na opakowaniu znajduje się informacja, iż koktajl soli morskich, cukru trzcinowego, olejków esencjonalnych i przypraw gwarantuje wyjątkowo przyjemne przeżycie, wykorzystujące zalety talassoterapii (forma terapii, wykorzystująca morski klimat) i aromaterapii. Mieszanka roślinnych ekstraktów pobudza drenaż, ma działanie lipolityczne, odżywcze i nawilżające. Producent obiecuje, że po użyciu peelingu skóra stanie się niesamowicie wygładzona, obrzęki zmniejszone, sylwetka wymodelowana, a my same poczujemy się lżej. To prawdziwy zabieg regenerujący, który pomaga zwalczyć starzenie się skóry i sprawia, że skóra natychmiast jaśnieje, staje się elastyczna i bardzo gładka. Peeling wspomaga odchudzanie, zapobiega zatrzymywaniu wody w organizmie.
Konsystencja peelingu jest gęsta, oleista, łatwo się ją nabiera, zapach bardzo intensywny, dość długo utrzymuje się na skórze i w łazience. Osobiście pokochałam ten zapach, w mojej ocenie to nuty rozmarynu, migdałów, lawendy i soli. Aromat fantastycznie umila czas peelingowania.




Teraz czas na moją opinię o tym produkcie. Otóż pokochałam ten peeling od pierwszego użycia! Pokochałam go za zapach, konsystencję, a przede wszystkim za to, co wyczynia z moją skórą. Osobiście stosuję go na mokrą skórę, masuję ciało aż do rozpuszczenia się kryształków soli. Proporcja soli i oleków jest wyważona, peeling trzyma się skóry. Skóra po zastosowaniu peelingu jest delikatnie zarumieniona, nawilżona, odżywiona i ujędrniona. O dziwo, po użyciu peelingu, nie czuję potrzeby użycia masła. Efekt nawilżenia utrzymuje się do rana, a to w moim przypadku spory sukces. Zauważyłam również, że peeling działa antycellulitowo. Po zużyciu tego słoika, planuję zakup kolejnego :) Swój egzemplarz nabyłam w Douglasie w promocyjnej cenie 69,00 zł. Serdecznie polecam Wam ten peeling, choć myślę, że dla wrażliwych nosów zasadnym będzie zapoznać sie wcześniej z zapachem. Muszę się rozejrzeć wśród asortymentu Collistar, mają dość sporo ciekawych propozycji. Aha, zapomniałabym, czytałam na którymś z blogów o peelingu Geomar, który rzekomo jest bardzo podobny do dzisiejszego bohatera wieczoru, jednak ma znacznie niższą cenę - ktoś zna?
Znacie peelingi Collistar? Może polecacie inne pozycje kosmetyczne tej włoskiej marki?


środa, 2 października 2013

Balea Nabłyszczająca maska do włosów figa i perła

Absolutnie nie jestem włosomaniaczką, pielęgnacja moich włosów sprowadza się do szamponu i odżywki, dodatkowo średnio dwa razy w tygodniu zamiast odżywki na włosach ląduje maska. Jakiś czas temu stosowałam olejki do włosów, ale nie widziałam efektów, więc zakończyłam ten krótki epizod. Dziś słów kilka o nabłyszczającej masce do włosów Balea z figą i perłą, która przyleciała do mnie z Bułgarii. 


Maskę otrzymujemy w 200 ml słoiczku, dodatkowo zabezpieczonym folią aluminiową. Odkręcenie wieczka mokrymi rękoma jest dośc trudne. Producent obiecuje nam, że dzięki zastosowaniu produktu uzyskamy jedwabiście miękkie i gładkie włosy po same końcówki. Ekstrakt z figi i perły czyni włosy błyszczącymi, a zawarta w składzie witamina B3 i prowitamina B5 odżywiają włosy. W składzie maski nie uświadczymy silikonów. 


Maska ma przyjemny, ale ciut chemiczny zapach. Konsystencja jest rzadka, nie spływa jednak z włosów. Producent zaleca nałożyć ją na umyte szamponem włosy, pozostawić 2-3 minuty, po czy spłukać wodą. Dokładnie tak stosuję maskę, przy czym nakładam ją jedynie na długość. W mojej ocenie ten produkt to bardziej odżywka niż maska do włosów. Włosy po jej zastosowaniu są gładkie, zdyscyplinowane, sypkie, miękkie i naprawdę błyszczące. Odżywka nie obciąża włosów. Produkt kosztował w bułgarskiem DM 4,99 lewa, co stanowi około 10 zł, zatem cena jest przystępna. Polubiłam tę odżywkę za jej porządne działanie, które niestety trwa do kolejnego mycia. Wydajność produktu jest średnia w kierunku niskiej. Jeśli kiedyś będę miała okazję ją nabyć to chętnie do niej powrócę.
Znacie produkty do włosów Balea? Polecacie jakieś pozycje szczególnie?



Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...
SZABLON BY: PANNA VEJJS.